poniedziałek, 24 lutego 2025

Elif Şafak "Sufi" (tłum. Anna Akbike Sulimowicz)

„Sufi” to jedna z wczesnych powieści Elif Şafak (wydana w 1997 roku w Turcji), w której autorka zaczyna wyraźniej eksplorować swoje fascynacje sufizmem, mistycyzmem, tożsamością i płynnością cielesności i duchowości. Powieść prezentuje mieszankę realizmu magicznego, alegorii i symbolizmu, łącząc tradycję islamską z literaturą bardziej eksperymentalną.

Centralnym bohaterem książki (w oryginale - bohaterem tytułowym) jest Pinhan – dziecko o dwoistej naturze, które wychowuje się wśród derwiszów/sufich. Jego tożsamość jest ambiwalentna – pod względem cielesnym, społecznym, duchowym – co staje się osią poszukiwań. Pinhan dorasta w tekce (derwiszowym klasztorze), obserwując życie bractwa, biorąc udział w rytuałach, zajmując się naturą, medytacją, rozmowami z mistrzami duchowymi. Dürri Baba, jego przewodnik duchowy (mistrz), nadaje bohaterowi jego imię („Pinhan” – oznacza ukryty, schowany). Mistrz pełni rolę mentora i przewodnika w drodze duchowej. Pojawiają się także inne postacie: mieszkańcy Stambułu, mieszkańcy mahalli (dzielnicy), Sarkli Karşı, Staruchy, elementy ludowej mądrości, legend, magii, amuletów, dżinów – co dodaje opowieści warstwę baśniową i magiczną. 

Narracja to wędrówka – zarówno geograficzna (Pinhan opuszcza tekę, podróżuje) jak i duchowa/emocjonalna: poszukiwanie sensu, własnej natury, granic pomiędzy widzialnym i niewidzialnym, cielesnością a duchowością. Główne tematy i motywy, które czynią "Sufiego" powieścią szczególnie interesującą to:

1. Płynność tożsamości, androgynia - Pinhan jako postać „o dwoistej naturze” jest odbiciem motywu, który przewija się w literaturze mistycznej: ciało‐dusza, męskość‐żeńskość, cielesność i duch. Przez tę ambiwalencję bohater staje się przestrzenią dla pytania o to, co ukryte, co zakryte. To nie tylko metafora, ale realny aspekt doświadczeń bohatera.

2. Mistyczne poszukiwanie drogi - sufizm w tej powieści nie jest tylko dekoracją – to ramy świata, w którym bohater żyje, doświadcza i rozwija się. Poszukiwanie Boga, transcendencji, przekraczanie ego, ćwiczenie duchowe, rytuały, rozmowy z mistrzami – to wszystko składa się na mistyczną drogę.

3. Archetypy: ukryty/ujawniony, podróż, labirynt, próba, przewodnik, transformacja. Archetypiczne symbole służą do budowania głębszego wymiaru: co znaczy być człowiekiem pomiędzy światami, co to znaczy żyć w ukryciu i jednocześnie dążyć do światła.

4. Język i struktura narracyjna - autorka używa różnorodnych technik formalnych.: np. typografia jako element narracji (np. teksty, fragmenty, w których zmienia się wielkość liter, sposób pisowni, łączenie słów, odstępy) – to ma wpływ nie tylko na estetykę, ale na sposób, w jaki czytelnik doświadcza tekstu. Dodatkowo, opisy przyrody, zapachów, barw, dźwięków są bardzo wyraziste – narracja angażuje zmysły, buduje atmosferę mistyczną, ale też historyczną, osnutą legendą.

5. Konfrontacja tradycji i współczesności / Religii ortodoksyjnej a mistycyzmu - chociaż "Sufi" to przede wszystkim powieść osadzona w świecie derwiszów, to badacze zauważają, że Şafak już tu zaczyna dotykać kwestii, które później rozwija bardziej dobitnie: jak opresyjna bywa tradycja religijna, jak instytucjonalizacja wierzeń koliduje z duchowym przeżyciem, z jakimi ograniczeniami spotykają się kobiety i mniejszości. Motyw ciała, płci, cielesnej tożsamości staje się w tej powieści elementem krytyki patriarchatu.

Jedną z największych zalet książki jest sposób, w jaki Şafak buduje świat suficki – pełen tajemnicy, magii, prastarych wierzeń i mitów. Dzięki temu lektura staje się doświadczeniem niemal mistycznym, nie tylko intelektualnym. Opowieści o dżinach, amuletach, wiedźmach oraz baśniowe elementy nadają książce wymiar „opowieści z tysiąca i jednej nocy”.

Postać Pinhan jest skomplikowana, wielowarstwowa. Tożsamość cielesna, duchowa, społeczna – wszystko to miesza się. Nie dostajemy prostego podziału (męskie/żeńskie, dobre/złe), lecz przestrzeń do zastanowienia się nad tym, kim jest i co to znaczy być człowiekiem „w ukryciu”. Takie potraktowanie tożsamości jest odważne, szczególnie w kontekście tureckim w latach dziewięćdziesiątych.

Oczywiście można zarzucić, że mejscami ton powieści jest nieco naiwny a baśniowe wstawki bywają co prawda urzekające, ale też mogą wpływać na to, iż opowieść traci czasem głębokość realistycznej psychologii. Realizm magiczny bywa tak bujny, że czytelnik może poczuć przesyt lub tęsknotę za bardziej realistycznymi bohaterami. Brakuje tu także mocnego zakotwiczenia historycznego (w porównaniu z późniejszymi powieściami Şafak). Niektóre postaci służą głównie jako nośniki symboli lub alegorii, nież pełnokrwiste postaci.

Niemniej ta wczesna powieść od razu wskazuje, że pisarstwo Şafak interesuje się tym, co ukryte – i nie chodzi tylko o sekrety mistyki, ale głównie o to, co marginalne w społeczeństwie: tożsamość płciowa, heterodoksja religijna, ludowe wierzenia, magia. W późniejszych powieściach te tematy są rozwijane (np. religiijność, konflikt tradycji vs nowoczesności, prawa kobiet, mieszanie kultur).


 

sobota, 22 lutego 2025

Susan Pinker "Paradoks płci" (tłum. Elżbieta Smoleńska)

Susan Pinker w "Paradoksie płci" stawia pytanie: skoro dziewczynki osiągają w szkołach wyniki często lepsze od chłopców, dlaczego to mężczyźni dominują w najwyższych pozycjach nauki, biznesu i władzy? Odpowiedź proponowana przez autorkę jest prowokująca i wielowymiarowa — nie sprowadza się ani do prostego „kulturowego patriarchatu”, ani do bezdusznego biologicznego determinizmu. Pinker eksploruje powiązania między różnicami w rozkładzie cech, rolą zainteresowań i ryzyka, oraz wpływem środowiska na konkretne trajektorie życiowe. Źródłem jej opowieści są zarówno badania empiryczne, jak i liczne studia przypadku.

Siła książki tkwi w narracyjnym talencie Pinker — łączy ona statystyki z historiami ludzi (utalentowanych kobiet, „skrajnych” mężczyzn, nauczycieli, rodziców), co sprawia, że lektura jest niezwykle angażująca. Autorka przywołuje wyniki badań neurologicznych, psychologicznych i demograficznych, by pokazać, że różnice płciowe bywają subtelne, ale kumulują się w sposób, który przekłada się na nierównomierne rozmieszczenie ludzi na szczytach różnych dziedzin. Równocześnie Pinker broni tezy, że nie chodzi o „gorszość” ani „lepszość” którejkolwiek płci, lecz o inne preferencje i strategie życiowe.

Książka nie unika kontrowersji. Krytycy zarzucali Pinker, że zbyt daleko posuwa się w upatrywaniu przyczyn w biologii, ignorując mechanizmy strukturalne i społeczne, które nadal utrudniają kobietom pełny dostęp do władzy i zasobów. Z drugiej strony zwolennicy chwalili ją za odsunięcie ideologicznych okularów i przyjrzenie się dowodom bez uprzedzeń. Wartość książki polega na otwarciu dyskusji — nawet jeśli nie rozstrzyga ona sporu o przyczyny w sposób ostateczny.

Metodologicznie Pinker korzysta z badań różnego typu, co jest jednocześnie plusem i minusem: mnogość źródeł daje przekonujący obraz zjawiska, ale też sprawia, że argumentacja nie zawsze trzyma jednolite kryteria dowodowe. Interpretacja tych statystyk (np. znaczenie ekstremów w rozkładach) wymaga ostrożności, a pojedyncze badanie nie powinno decydować o szerokich wnioskach społecznych. Pinker sama — co warto podkreślić — nie postulowałaby rezygnacji z polityk równościowych; raczej proponuje, by polityka była lepiej dopasowana do tego, co rzeczywiście pokazują dane.

Największą zaletą "Paradoksu płci" jest zmuszenie do myślenia — książka jest katalizatorem refleksji nad tym, czym są równość i sprawiedliwość. Trudno jednak nie zauważyć pewnego braku równowagi: tam, gdzie przywoływane są przykłady jednostek, narracja zyskuje dramatyzm; tam, gdzie trzeba przeprowadzić syntetyczną analizę systemową, momentami brakuje głębszego namysłu nad rolą kultur zawodowych, polityk rodzinnych czy efektów dyskryminacji ukrytej.

Podsumowując: "Paradoks płci" to książka ważna i pobudzająca — nie będzie jednak lekturą komfortową dla osób oczekujących jednoznacznych odpowiedzi lub pełnej obrony jednego światopoglądu. Pinker proponuje perspektywę, która łączy empirię z humanistycznym wyczuciem ludzkich dramatów, co czyni jej pracę wartościowym wkładem do debaty o płci, karierze i społeczeństwie. Dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego prosty model „dyskryminacja = wyjaśnienie” może być niewystarczający, ta książka jest lekturą obowiązkową — o ile potraktujemy jej wnioski jako punkt wyjścia do dalszej, krytycznej dyskusji.

 


czwartek, 23 stycznia 2025

Robert Sapolsky "Zachowuj się. Jak biologia wydobywa z nas to, co najgorsze, i to, co najlepsze" (tłum. Piotr Szymczak)

 

W książce „Zachowuj się” Sapolsky podejmuje wyzwanie wyjaśnienia, "dlaczego ludzie robią to, co robią", zarówno w chwilach najwyższej empatii i altruizmu, jak i w momentach agresji, nienawiści czy okrucieństwa. Sapolsky, biolog, neuroendokrynolog i antropolog behawioralny, proponuje wielowarstwowe podejście: zachowanie człowieka analizuje od ułamków sekund przed akcją, poprzez rozwój mózgu, wpływy hormonalne, genetykę, wychowanie, kulturę, aż po historię ewolucyjną.

Książka ma bardzo przemyślaną strukturę: autor zaczyna od najbardziej natychmiastowych przyczyn zachowania — co się dzieje w mózgu, tuż przed dokonaniem wyboru — a potem cofa się w czasie: wpływ hormonów, wcześniejsze doświadczenia, wychowanie, warunki prenatalne, geny, skutki ewolucji, uwarunkowania społeczne i kulturowe.

Ta metoda „od dzisiaj i tuż przed” ku temu, co odległe (ewolucja, kultura) pozwala oglądać ludzkie zachowanie w pełnym kontekście — nie tylko jako efekt jednej przyczyny, ale skomplikowanej sieci zależności. Najważniejsze tezy i obserwacje Sapolsky’ego:

1. Sapolsky wskazuje, że wiele z naszych zachowań, nawet tych, które utożsamiamy z wolną wolą czy moralnością, wynika z wielu warstw przyczyn — biologicznych, środowiskowych, historycznych. W efekcie troska o wybór moralny czy kontrolę impulsów musi uwzględniać te czynniki.

2. Kluczową rolę odgrywają struktury takie jak ciało migdałowate (amygdala) i kora przedczołowa. Pierwsza reaguje szybko na bodźce, “wyławia” potencjalne zagrożenia, impulsy — druga (zwłaszcza kora przedczołowa) hamuje, analizuje, stara się wprowadzić względną racjonalność, planowanie, zdolność odroczenia nagrody.

3. Okres prenatalny, dieta matki, choroby, stres w dzieciństwie, adolescencja — to nie tylko tło, ale procesy mające realny wpływ na to, jak funkcjonuje mózg, jak regulowane są emocje, impulsy i jak rozwijają się zdolności poznawcze.

4. Autor dużo miejsca poświęca temu, jak kultura, normy społeczne, wychowanie i historia kształtują zachowania. To, co uważamy za dobre czy złe, dopuszczalne lub nie — zależy od kontekstu. Ponadto, zachowania, które wydają się „naturalne”, są często silnie zakorzenione w strukturach społecznych i historycznych.

5. Sapolsky nie stara się niczego uprościć; raczej przeciwnie — podkreśla, że przyczyny zachowań są wielorakie, często konkurujące, czasami sprzeczne, że istnieje wiele czynników pośrednich. 

Uważam, że ta książka to arcydzieło popularnonaukowe. Sapolsky łączy neurobiologię, psychologię, antropologię, historię ewolucyjną — i robi to tak, że niemal każdy rozdział wnosi nowe perspektywy. Chociaż wiele fragmentów wymaga koncentracji (np. opisy neurobiologii, genetyki, badań empirycznych), autor stara się tłumaczyć pojęcia, przytacza przykłady, anegdoty, co ułatwia zrozumienie. 

Książka nie jest czysto naukowa; stawia pytania, prowokuje do myślenia o odpowiedzialności, sprawiedliwości, o tym, w jaki sposób powinniśmy budować systemy sądownicze, edukację, opiekę nad dziećmi. Nie pozostawia nas z samym „biologicznym determinizmem”. Książka robi ogromne wrażenie — zarówno intelektualnie, jak i moralnie. Jest to jedna z tych lektur, które zostawiają trwały ślad: zmieniają sposób, w jaki patrzymy na ludzkie zachowanie i świadomość, jak rozumiemy winę, odpowiedzialność i możliwość zmiany.


 

wtorek, 21 stycznia 2025

Régine Pernoud "Templariusze" (tłum. Iwona Badowska)

Régine Pernoud, jedna z najbardziej znanych mediewistek XX wieku, znana ze swej skrupulatności źródłowej i z zamiłowania do odmitologizowywania Średniowiecza, podjęła w "Templariuszach" trud sprostowania wielu przekonań i legend, które od stuleci narosły wokół zakonu templariuszy. Książka ma formę zwięzłego studium popularnonaukowego, co nadaje jej charakteru przystępnego lecz nie trywialnego. 

Pernoud zaczyna od genezy zakonu: potrzebie ochrony pielgrzymów w Ziemi Świętej, chaosie pokoro-krucjatowym po 1099 roku oraz kontekście religijnym i militarnym, który doprowadził do założenia zakonu templariuszy około 1119–1120 roku. Autorka zaznacza, że idea i pierwotny mandat Zakonu były wyraźnie religijne i dobroczynne — ochrona pielgrzymów była zadaniem pierwszoplanowym, a dopiero z czasem templariusze rozwijali inne role.

Kolejne rozdziały nieco mnie znużyły, ponieważ drobiazgowo omawiają życie wewnętrzne zakonu: strukturę organizacyjną, regułę (która była pewnym kompromisem między życiem religijnym a wojskowym), zwyczaje, codzienność, odzienie, rytuały przyjmowania nowych członków. Pernoud nie unika detali.

Odrębna część poświęcona jest działalności gospodarczej, finansowej i architektonicznej. Autorka ilustruje, jak templariusze, dzięki hojności darczyńców i dzięki swoim własnym inwestycjom i zarządzaniu, stawali się właścicielami wielu komandorii, zarządzali majątkami, pełnili funkcje bankierskie, prowadzili działalność gospodarczą — co z jednej strony wzmacniało ich pozycję, z drugiej — budziło ambicje władców świeckich. Architektura, jak zauważa Pernoud, często bywała mitem: na przykład przekonanie, że wszędzie templariusze budowali okrągłe kościoły, jest przesadą; autorka wskazuje, że przypadków jest kilka, lecz nie stanowią reguły.

Kulminacyjnym momentem jest owiany złą sławą proces i kasata zakonu — działania króla Francji Filipa IV („Filip Piękny”) oraz papiestwa. Autorka przedstawia je jako rezultat skomplikowanego splotu czynników: politycznych (potrzeba pieniędzy, długi króla), ambicji władzy świeckiej nad majątkami templariuszy, konfliktów między jurysdykcją papieską a królewską oraz słabości instytucjonalnych, a wreszcie oskarżeń o herezję i praktyki sabatu, które Pernoud uważa za wymyślone, wyolbrzymione lub zmanipulowane w trakcie procesu.

Końcowa część dotyczy recepcji templariuszy po ich upadku — symboliki, legend, interpretacji ich dziejów przez kolejne pokolenia (ofiary tyranii?, tajemniczy zakon masoński?, spisek?, na pewno obiekt popularnych mitów). Tu Pernoud stawia na przywrócenie głosu dokumentom głosu (co zresztą można odczytać jako apel o odpowiedzialność historyków.

 Rzetelność źródłowa jest zresztą znakiem rozpoznawczym książek Pernoud. Badaczka zawsze opiera się na dokumentach - w tym przypadku archiwach, aktach procesów, przepisach zakonu. Jednocześnie – mimo że omawia trudne i czasem niewdzięczne kwestie (struktura zakonu, reguły, administracja, finanse, architektura), czyni to w sposób klarowny dla czytelnika.

To, co wyróżnia tę pracę, to niechęć do mitów. Autorka często kontrastuje legendę z dokumentem, starając się rozróżnić, co da się z pewnością udokumentować, a co jest efektem późniejszych przekręceń, symboli, fantazji. Tego rodzaju podejście jest bardzo potrzebne w tematyce templariuszy, ponieważ wokół nich narosło wiele teorii spiskowych, mistycyzmu i sensacyjnych narracji.

Oczywiście ze względu na swoją formę i objętość, książka nie może być monografią wyczerpującą. Niektóre aspekty są potraktowane jedynie powierzchownie — np. wewnętrzne konflikty zakonu, różnice regionalne, życie pojedynczego brata / rycerza templariusza, szczegóły duchowości. Czytelnik szukający bardzo szczegółowych analiz znajdzie w niej punkty zaczepienia, ale będzie potrzebował dodatkowych źródeł. Ponadto, chociaż autorka często odnosi się do roli templariuszy w Ziemi Świętej, ich relacji z muzułmanami czy ze światem islamu, te aspekty są raczej tłem, nie głównym wątkiem. Kto chciałby zgłębiać kontakt kulturowy, relacje, wpływ templariuszy na regiony poza Europą Łacińską, może odczuć niedosyt.

Ponieważ Pernoud stara się zdystansować od legend, fantasmagorii i mitów, mniej miejsca poświęca analizie tego, dlaczego te mity powstawały, jak były wykorzystywane w literaturze, sztuce, popkulturze. To nie jest krytyka fundamentalna — autorka wyraźnie nie zamierzała tego zrobić dogłębnie — ale jeśli oczekiwać refleksji kulturowej nad mitami templariuszy, należy szukać dalszych lektur. W świecie historiografii temat templariuszy ciągle się rozwija, więc książka Pernoud nie uwzględnia najnowszych odkryć (to naturalne w przypadku krótkiego, popularnonaukowego opracowania).

Choć "Templariusze" to przede wszystkim dzieło historyczne, ma również wymiar literacki: język jest elegancki, spokojny, Pernoud potrafi budować narrację bez nadmiernego patosu, ale z widocznym szacunkiem dla postaci i wydarzeń. Jej opisy są nacechowane troską o fakty, ale także – gdy trzeba – o wymiar moralny historii: jakie były konsekwencje pychy władzy, jakie skutki dla zakonu i dla wiernych miały decyzje polityczne, jakie wartości legły u podstaw życia templariuszy. 

Książka wpisuje się też w szerszy projekt autorki, który polega na rehabilitowaniu Średniowiecza, przeciw stereotypowemu przekonaniu, że był to czas prymitywizmu, fanatyzmu i zamętu. Pernoud pokazuje, że Średniowiecze miało swoje struktury, kulturę, duchowość i że zakony, w tym templariusze, były instytucjami głęboko osadzonymi w ówczesnych realiach społecznych, politycznych i religijnych. Ta książka przypomina, iż historia templariuszy jest wciąż fascynująca — nie dzięki legendom, ale dzięki samej rzeczywistości: ludziom, instytucji, konfliktom, wierzeniom, polityce i zwykłych codziennych obowiązkach zakonników. 



wtorek, 10 grudnia 2024

Majgull Axelsson "Lód i woda, woda i lód" (tłum. Katarzyna Tubylewicz)

Ambitna opowieść o rodzinnych relacjach, tożsamości, miłości i samotności, której akcja rozgrywa się w różnych przestrzeniach czasowych i geograficznych.

Powieść koncentruje się na losach dwóch sióstr, Elsie i Inez, które w dzieciństwie były nierozłączne, ale z biegiem lat ich drogi się rozchodzą. Elsie buntuje się przeciwko tradycyjnej roli kobiety i zostaje marynarzem, podczas gdy Inez rezygnuje z marzeń o studiach literaturoznawczych i całe życie podporządkowuje wychowaniu Björna, syna Elsie. Björn wyrasta na charyzmatycznego wokalistę grupy rockowej, ale nie radzi sobie ze sławą, uwielbieniem kobiet i zazdrością kolegów z zespołu. W książce pojawiają się także inne postacie, takie jak Eva Salomonsson, która pragnie zdobyć Björna za wszelką cenę, oraz Björn Hallgren, który potrafi zatracić się śpiewając. Celem Elsie jest ucieczka przed synem, który jest dla niej dowodem własnej naiwności i późniejszej porażki. Narracja prowadzona jest w kilku przestrzeniach czasowych, co pozwala na ukazanie skomplikowanych relacji rodzinnych i ich wpływu na kolejne pokolenia.

Książka porusza wiele ważnych tematów, takich jak: złożoność więzi rodzinnych, tożsamość i poszukiwanie sensu życia, miłość i samotność oraz społeczne oczekiwania i indywidualne wybory.

Axelsson posługuje się precyzyjnym i sugestywnym językiem, który pozwala czytelnikowi głęboko poczuć emocje bohaterów. Autorka łączy dziennikarską dokładność z psychologiczną głębią, tworząc wielowątkową narrację, która angażuje i skłania do refleksji. Styl pisania Axelsson jest charakterystyczny dla jej twórczości – pełen empatii, wnikliwości i subtelności.

Jest to ambitna i głęboka powieść, która porusza ważne tematy społeczne i psychologiczne. Rozbudowana struktura narracyjna i wielowątkowość mogą być trudne do śledzenia, ale jednocześnie dodają książce głębi. Powieść jest pełna emocji i refleksji, bardzo poruszająca.


niedziela, 8 grudnia 2024

Isabel Allende "Violeta" (tłum. Grzegorz Ostrowski)

Powieść przenosi czytelnika w wir wydarzeń XX wieku, ukazując życie tytułowej bohaterki, Violety del Valle, urodzonej w 1920 roku w nieokreślonym kraju Ameryki Łacińskiej. Bohaterka żyje przez sto lat, doświadczając pandemii, wielkiego kryzysu, politycznych zawirowań i osobistych tragedii. Narracja książki prowadzona jest w formie listu do ukochanego, co nadaje jej osobisty i intymny charakter.

Allende, znana z łączenia realizmu magicznego z historycznym tłem, w „Violecie” stosuje bardziej stonowany styl. Narracja jest płynna, a język przystępny, co sprawia, że powieść jest łatwa w odbiorze. Jednak momentami fabuła staje się nieco zbyt przewidywalna, a postaci nie zawsze są głęboko rozwinięte. Mimo to, książka wciąga i angażuje emocjonalnie, oferując czytelnikowi bogaty wachlarz doświadczeń.

„Violeta” porusza szereg istotnych tematów, takich jak wojna, miłość, strata, polityka i feminizm. Allende przedstawia życie kobiety, która mimo przeciwności losu stara się odnaleźć sens i spełnienie. Powieść ukazuje zmagania głównej bohaterki (kobiety) z systemem, tradycją i oczekiwaniami społecznymi, co nadaje jej uniwersalny wymiar. Na korzyść powieści przemawiają bogactwo emocjonalne i głębia, ale pewną słabością są niedociągnięcia w fabule i postaciach. Imponuje za to sposób, w jaki Allende łączy osobiste doświadczenia z szerokim kontekstem historycznym.



piątek, 22 listopada 2024

Han Kang "Wegetarianka" (tłum. Justyna Najbar-Miller, Choi Jeong In)

Han Kang, pisarka i noblistka koreańska, buduje powieść w trzech częściach. Narratorem każdej z nich jest ktoś inny – mąż, szwagier, siostra tytułowej wegetarianki – co pozwala pokazać Yeong-hye, główną bohaterkę, niejako z zewnątrz, przez pryzmat oczekiwań społecznych, fantazji erotycznych, konsternacji, złości i bezsilności.

Opowieść męża rozpoczyna się od traumatycznego snu Yeong-hye, w którym widzi przemoc i krew. Ten sen sprawia, że decyduje: nie będzie odtąd jadła mięsa. Ten wybór, pozornie niewinny, staje się katalizatorem konfliktu – rodzinnego, społecznego, psychicznego.

Druga część prezentuje punkt widzenia szwagra (brat męża), artysty, który z obsesyjną wrażliwością obserwuje Yeong-hye i używa jej ciała jako materiału – inspiracji w swojej sztuce, ale i obiektu erotycznego i estetycznego. To część pełna napięcia: nieodwzajemnione pragnienia, oczekiwania i przymus spojrzenia, użycia, interpretacji.

Trzecia część – perspektywa siostry Yeong-hye, In-hye – przynosi najwięcej empatii, ale też najboleśniejszego zrozumienia i rozczarowania. Siostra obserwuje upadek, rozpad własnych iluzji, napięcie między lojalnością a odrzuceniem. W niej koncentruje się refleksja nad tym, co znaczy być blisko kogoś, kto odchodzi; kim staje się osoba, która wybiera absurdalną drogę, aby przestać być „normalną”.

Han Kang pisze językiem oszczędnym, chłodnym, często delikatnym, ale jednocześnie pozbawionym zbędnego upiększenia – co czyni opisy tym bardziej przejmującymi. Mozaika obrazów (krew, sen, drzewo, światło, cielesność, suchość, pustka) sprawia, że styl balansuje między napięciem a dystansem, między subtelnym poetyzmem a bolesną konkretyzacją makabrycznych wizji.

W tej opowieści można doszukać się wielu warstw: indywidualna wolność, opór wobec narzuconych ról społecznych, granice ciała, transformacja wewnętrzna, trauma – zarówno psychiczna, jak i cielesna, reakcja otoczenia na odmienność.

Decyzja Yeong-hye staje się aktem buntu. Odmowa jedzenia mięsa, a nawet jedzenia w ogóle, zarzucenie rytuałów codzienności, opór przed podporządkowaniem oczekiwaniom rodziny, patriarchatu, norm społecznych, wywierają presję na rodzeństwo, męża, ojca – nie tyle przez słowa, ile przez milczenie, przez gest, przez rezygnację.

Zaciera się granica między zdrowiem psychicznym a „szaleństwem”: sen, wizje, odmowa jedzenia prowadzą do eskalacji. Inni widzą w tym objawy choroby – halucynacje, nie-jedzenie, izolacja. Czy Yeong-hye jest chora? Czy bunt, który zaczyna się duchowo, staje się problemem medycznym? Autorka nie ujawnia intencji, nie narzuca diagnozy, co tylko potęguje poczucie niepokoju.

Społeczeństwo koreańskie (i każde konserwatywne społeczeństwo) stanowi zbiór oczekiwań: lojalność wobec rodziny, hierarchia, milczenie. Odrzucenie tych norm prowadzi do izolacji. Yeong-hye łamie coś absolutnie podstawowego – nie tylko wspólny stół, lecz także rolę kobiety-małżonki, kobiety-córki, kobiety-siostry.

Sen o śmierci i przemocy staje się początkiem oświecenia-obrzydzenia, potem pragnienia stania się drzewem – rośliną. To metafory, ale i realne wizje, symbol przemiany, pragnienie ucieczki, zaniku granic między człowiekiem a naturą. To także pytanie o człowieczeństwo bez uczucia, bez ziemi, bez żywiołów? Dlatego, pomimo że książka porusza temat buntu jednostki wobec norm, to jest to bunt pełen bólu; opresja jest bowiem bardzo subtelna, a przemoc cicha i codzienna – nawet jeśli nie zawsze ma charakter fizyczny (a może zwłaszcza wtedy) – może zniszczyć ducha.

Oczywiście istnieje wiele możliwości interpretacyjnych: czy Yeong-hye jest po prostu chora psychicznie? Czy jej decyzja to akt duchowego oczyszczenia, czy raczej dążenie do samozniszczenia? Jak daleko sięga odpowiedzialność społeczna – rodziny, męża, artysty – za to, co się z nią dzieje, gdy milczą, gdy próbują „pomóc”, ale przez własne oczekiwania i wyobrażenia?

Ponieważ Yeong-hye rzadko mówi własnym głosem, stajemy się świadkami tego, jak inni ją definiują i ograniczają. To prowokuje czytelnika do zadawania pytań: ile wiemy o naszych bliskich? Na ile możemy im ufać? Ile wiemy o ludziach, którzy wybierają coś, co dla nas jest niepojęte? Każda narracja – męża, szwagra, siostry – odsłania inny punkt widzenia, każdy z nich coś projektuje na Yeong-hye, która w efekcie spotyka się z całkowitym brakiem zrozumienia.

Książka nie podaje gotowych odpowiedzi; ani moralnego potępienia, ani jednoznacznego rozwiązania. Yeong-hye stopniowo się oddala, ale zakończenie jest otwarte – nie wiemy, dokąd poniesie ją wizja drzew, natury, ciszy. Tę niejasność można odczytać jako odzwierciedlenie życia – protestu, który nie kończy się spektakularnie, lecz przez małe gesty, przez oddalanie się, przez zmęczenie.

Nie jest to łatwa książka. Chwilami bolesna, wręcz męcząca. Niektóre sceny mogą obrzydzać, prowokować dyskomfort – erotyzm splata się z obsesją, troska z przemocą psychiczną, cielesność z degradacją. Ponadto fragmentaryczność perspektyw sprawia, że Yeong-hye wciąż pozostaje w dużej mierze tajemnicą – to siła książki, ale też dla niektórych źródło niepokoju. Do końca książki czujemy, że nie mamy dostępu do „jej prawdziwego głosu”, do pełnej motywacji – i to może wydawać się mankamentem, jeśli ktoś oczekuje klarownej narracji psychologicznej.

„Wegetarianka” wpisuje się w nurt literatury transgresyjnej, feministycznej, psychologicznej prowokacji. Łączy lokalność – normy społeczne Korei Południowej, patriarchat, kulturowe tabu – z uniwersalnością: ciało, opresja, sen, przemiana, wolność. Jest zarówno kafkowski absurd, transformacja, odosobnienie, jak i eseistyka traumy, literatura horroru psychicznego, mity o metamorfozie. Jest to książka wymagająca, ale tak, która zostaje z czytelnikiem – zadaje pytania, wciąga w napięcie między oczekiwaniami a odrzuceniem. Zmienia patrzenie na innych, na normę, na samego siebie.


środa, 20 listopada 2024

Ola Rusina "Morele rozkwitają nocą"

Poruszająca opowieść dla młodszych czytelników, która w subtelny, poetycki sposób przybliża realia wojny na Ukrainie, ale też podkreśla wartości uniwersalne: przyjaźń, nadzieję i moc wyobraźni. To lektura, którą można by określić jako hybrydę wojennego realizmu z magiczną wrażliwością – idealna dla tych, którzy zaczynają odkrywać, że świat bywa okrutny, ale nie zawsze jest pozbawiony piękna.

Akcja rozgrywa się w 2015 roku, niedaleko Doniecka – rejonu objętego napięciem, ostrzałami i okupacją. Bohaterami są: Ustym - dziewięcioletni chłopiec, którego dom, szkoła, codzienność zostają stopniowo odcięte od normalności przez działania wojenne; Mistrz - żołnierz-ochotnik z wielką wyobraźnią; oraz Es – zagubiony, mówiący dron, który utracił łączność z bazą. Es staje się pomostem pomiędzy Ustym i Mistrzem. Chociaż Ustym i Mistrz nigdy się nie poznają bezpośrednio, Es staje się ich wspólnym przyjacielem i przewodnikiem w świecie, w którym wiele rzeczy zostało utraconych, ale wciąż można marzyć. 

Narracja prowadzona jest z kilku perspektyw – przeskoki między dzieckiem, żołnierzem i dronem – co daje możliwość zobaczenia wojny z różnych punktów widzenia: intymnego, emocjonalnego, a także obserwacyjnego, obiektywnego. Obecność drona pozwala autorce na wykreowanie dystansu i refleksji – dron widzi wiele z góry, obserwuje zmiany, zagrożenia, ale też piękno – i pomaga czytelnikowi uświadomić sobie, jak to jest, gdy część świata zostaje zamknięta, staje się niedostępna.

Kluczowym symbolem w tej opowieści jest dom – jest zarówno miejscem bezpieczeństwa, jak i zagrożenia. Dom, który Ustym znał – szkoła, zabawki, codzienne życie – zaczyna się zmieniać: z przestrzeni znanej i bezpiecznej w coś, co zostało zniszczone przez wojnę. Okazuje się, że obraz domu może stać się w tym samym stopniu markerem bezpieczeństwa, jak i niebezpieczeństwa (dom przemieniony, opuszczony, zniszczony).

Jednakchoć tło opowieści jest brutalne – pola minowe, ostrzały, okupacja – Rusina nie skupia się wyłącznie na cierpieniu. Książka pokazuje, że w obliczu zagrożenia człowiek nadal potrafi marzyć, tęsknić, tworzyć przyjaźnie. Dron-przyjaciel symbolizuje też coś więcej: pragnienie wolności – wolności przynajmniej myśli, wyobraźni – gdy rzeczywistość nakłada ograniczenia. To, co wojna zabiera, często jest materialne; to, co pozostaje, czasem jest niematerialne: wspomnienia, spojrzenie, obraz nieba nad głową, dialog, marzenie o normalności.

Niezwykle interesujący jest język tej opowieści. Autorka balansuje między prostym, przejrzystym językiem, odpowiednim dla młodszego odbiorcy, a obrazami poetyckimi, pełnymi metafor i subtelnych symboli (jak morela nocą, noc jako czas, kiedy rozkwitają rzeczy, które w świetle dnia mogą być niewidoczne). Język nie jest przesadnie słodki, nie unika ciemności, ale też nie epatuje brutalnością – daje przestrzeń dla refleksji i empatii.

Oryginalna jest perspektywa drona: jako istoty nie-ludzkiej, ale zdolnej do bycia łącznikiem między Ustym a Mistrzem. Ta perspektywa pozwala zobaczyć świat tak, jak dziecko może go sobie wyobrazić – z dystansu, czasem w oderwaniu od ludzkiego cierpienia, ale przepełnionym pragnieniem normalności. Takie ujęcie pozwala na umiejętne łączenie ciężaru wojny z nadzieją: książka nie gra na prostych emocjach, nie daje fałszywego pocieszenia, ale też nie rezygnuje z piękna, marzeń, z możliwości, że coś w ciemności może zakwitnąć. Mimo trudnej tematyki tekst jest zrozumiały, ale nie infantylny. Książka nie kończy się triumfem nad złem, ale pozostawia czytelnika z myślami, z pytaniami. Dla niektórych może to być niedosyt; inni uznają to za realistyczne i uczciwe.

Książka Olhy Rusiny staje się częścią szerszego nurtu literatury dziecięcej i młodzieżowej ukraińskiej, który od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny stara się zmierzyć z realiami wojennej traumy z jednej strony oraz oporu, codziennej walki o zachowanie godności, człowieczeństwa i pamięci - z drugiej. Książka uczy, że czasem to, co niematerialne – marzenie, wspomnienie, przyjaźń, obserwacja – może być siłą większą niż to, co materialne. I że wyobraźnia nie jest ucieczką, ale sposobem przetrwania: daje przestrzeń, w której można być sobą, nawet jeśli wszystko wokół człowieka się rozpada.

„Morele..." to książka, która zostaje w pamięci. Nie dlatego, że odpowiada na wszystkie pytania, ale dlatego, że stawia je w sposób, który jest zarówno delikatny, jak i zdecydowany. Daje nadzieję, nie banalizując tragedii, zachęca do patrzenia, do empatii, do wyobrażania sobie lepszego świata – nawet jeśli obecny świat boli.


 

sobota, 9 listopada 2024

Joseph Conrad "Jądro ciemności" (tłum. Magdalena Heydel)

Akcja tej fenomenalnej książki toczy się w formie opowieści w opowieści: załoga statku na Tamizie tworzy ramę dla wspomnień Marlowa, który opowiada o swojej podróży w głąb Konga jako kapitan parowca. Ten zabieg podkreśla opozycję między „cywilizowanym” światem Europy a mrokiem, z którym Marlow miał do czynienia w Afryce. 

Tak ujęta struktura narracyjna – narracja retrospektywna – tworzy dystans poznawczy i otwiera drogę do ambiwalentnych, niedookreślonych ocen moralnych. Marlow nie wychodzi przecież z tej podróży oczyszczony jak bohater epicki — raczej przytłoczony, świadomy ambiwalencji i mroku, który przenika zarówno dzikość natury, jak i ludzki umysł. Już w prologu narratorzy zauważają, że rzeka Tamiza i jej mglisty nurt skrywają także swój cień – to sugestia, że „ciemność” nie jest jedynie egzotycznym motywem, lecz metaforą uniwersalną. Dzięki temu zdajemy sobie sprawę, że chodzi nie tyle o powieść przygodową, co raczej o studium psychologii, moralności i kondycji ludzkiej w zetknięciu z absolutnym „innym”. 

Jednym z centralnych tematów interpretacji jest imperializm i krytyka kolonializmu. "Jądro ciemności" obnaża złudzenia „misji cywilizacyjnej” i demaskuje brutalność eksploatacji kolonialnej. Marlow obserwuje, jak kość słoniowa staje się samodzielnym obiektem kultu, co można interpretować uniwersalnie jako krytykę fetyszyzacji dobra materialnego. Zamiast misji oświecenia – chciwość, przemoc i degeneracja.

Krytyka imperializmu nie ogranicza się jednak do potępienia zewnętrznej agresji; dotyka także samego podmiotu „cywilizowanego” — pokazuje, że kolonizatorzy sami zostają splamieni mrokiem, który mieli ujarzmić. W tym sensie imperializm staje się projekcją wewnętrznego chaosu. Motyw światła i ciemności przenika przez całą opowieść – ale nie jest to prosty opozycyjny kontrast (światło = dobro, ciemność = zło). Zamiast tego Conrad operuje ambiwalencją: ciemność przenika także w światło, a światło może maskować mroczne intencje. Symboliczny wymiar w tej powieści zyskuje także dżungla, która jest zarówno rzeczywistym, fizycznym miejscem, jak i psychologiczną przestrzenią, stymulującą ujawnianie najbardziej pierwotnych, zwierzęcych aspektów człowieka.

W toku podróży Marlow coraz silniej odczuwa, że obiekt jego misji – Kurtz – staje się zwierciadłem dla własnych obaw i lęków. Kiedy Kurtz umiera, wypowiada słynne ostatnie słowa: “The horror! The horror!”, które stały się jednym z najbardziej obciążonych znaczeniem cytatów w literaturze angielskiej – w nich zawarta jest kondensacja zagubienia, przerażenia i wglądu w katastrofę egzystencjalną. 

Zdarza się, że "Jądro ciemności" bywa krytykowane jako utwór rasistowski. W 1975 roku nigeryjski pisarz Chinua Achebe wygłosił esej „An Image of Africa: Racism in Conrad’s Heart of Darkness”, w którym oskarżył Conrada o depersonalizowanie Afro-Afrykanów i przedstawianie świata poza Europą jako „ciemności”. Achebe zauważa, że Conrad używa stereotypów i że jego wizja jest głęboko eurocentryczna. Z drugiej strony, obrońcy Conrada argumentują, iż ważne jest rozróżnienie między narratorem Marlowna a samym autorem — że to Marlow może być rasistą, ale Conrad poddaje krytyce jego perspektywę poprzez ironię i wieloznaczność. Faktem jest, że Conrad często przedstawia Afrykę jako tajemnicę i pustkowie, a tubylców jako bezimienną, anonimową masę — co może być postrzegane jako dehumanizacja. To zarzut, którego nie sposób ignorować przy współczesnym czytaniu. Dyskusja nad interpretacją należy do najbardziej żywotnych aspektów badań nad „Jądrem ciemności”, pokazując, że utwór — choć wspaniały literacko — nie jest wolny od problemów interpretacyjnych.

Niesamowity jest styl i język tej powieści. Conrad używa języka zgrzebnego, często ciężkiego, bogatego w przymiotniki, niedomówienia, metafory i symbole, tworząc nastrój duszności, tajemniczości i nierozpoznania. Jego styl nierzadko sugeruje więcej niż jasno mówi — co zwiększa napięcie i umożliwia różnorodne interpretacje. Niejasność i niedopowiedzenia – luki pomiędzy słowami — stanowią siłę tej prozy. W wielu ujęciach bywa ona przywoływana jako jedna z najbardziej analizowanych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych prac w literaturze angielskiej. Conrad potrafi skondensować atmosferę i filozoficzną sugestię w poetyckim obrazie.

W swej sile „Jądro ciemności” stało się polem dla debat krytycznych (postkolonializm, psychoanaliza, egzystencjalizm). To znak tekstu klasycznego, który żyje w badaniach literaturowych. Niemniej fabuła i perspektywa są niemal wyłącznie europejskie. Postacie afrykańskie — poza rzadkimi wzmiankami — nie mają głosu, co wzmacnia krytykę z zakresu postkolonializmu. Conrad przedstawia Afrykę nie jako realny kontynent, lecz jako „metaforyczne tło dla europejskiego doświadczenia”, pozbawione podmiotowości i głosu. Autor utrwala wyobrażenie Afryki jako „ciemnego kontynentu” – miejsca, które nie istnieje dla siebie, lecz jedynie po to, by Europejczyk mógł się w nim przejrzeć. Autor jednak nie gloryfikuje Europy, tylko obnaża jej hipokryzję.

Współcześnie należy uznać, że conradowska wizja Afryki jest alegoryczna, lecz alegoria opiera się na obrazach, które dziś postrzegamy jako opresyjne. Współczesne czytanie "Jądra ciemności" wymaga więc świadomości podwójnego kodu:
– moralnej krytyki imperializmu,
– jednoczesnego ograniczenia perspektywy wyłącznie do doświadczenia białego Europejczyka. 

Poza wymiarem politycznym i kulturowym, powieść ta jest także jednym z najgłębszych studiów psychologicznych w literaturze modernistycznej. W wielu interpretacjach dzieło to uznaje się za podróż w głąb ludzkiej nieświadomości. Psychologiczna lektura jungowska, zaproponowana m.in. przez Harolda Bloom’a i Shulamit Abramovich, interpretuje postać Kurtza jako personifikację Cienia – tej części psychiki, którą człowiek tłumi, wypierając pierwotne instynkty i agresję. Kurtz wyrusza do Afryki z „misją cywilizacyjną”, ale konfrontacja z brakiem norm, z bezgraniczną wolnością, odsłania jego wewnętrzne pragnienia władzy i dominacji. W dżungli, pozbawiony ograniczeń, „staje się tym, czym był zawsze w głębi” — jego moralna maska opada.

Oczywiście Kurtz nie jest jednostką wyjątkową, lecz kondensacją europejskiej cywilizacji, która pod cienką warstwą kultury skrywa brutalność i żądzę. W ujęciu jungowskim podróż Marlowa w głąb Konga jest równocześnie podróżą w głąb psyche – ku nieświadomości zbiorowej. Spotkanie z Kurtzem to konfrontacja z własnym Cieniem: granica między cywilizacją a barbarzyństwem nie jest przestrzenna, lecz psychologiczna.

Z kolei interpretacje egzystencjalne widzą w "Jądrze ciemności" obraz człowieka rzuconego w świat pozbawiony sensu, w którym moralność traci fundamenty. Marlow próbuje zachować jakąś formę sensu – choćby wierność wobec prawdy – ale sam przyznaje, że ta prawda jest nie do zniesienia. Jego kłamstwo wobec narzeczonej Kurtza („Powiedział, że twoje imię…”) jest gestem zrozumienia: człowiek nie uniesie „całej ciemności”. W tym sensie powieść jest nie tyle o „pokoleniu imperialnym”, co o uniwersalnym doświadczeniu granicy poznania – o tym, że istnieje w człowieku „jądro ciemności”, którego poznanie może być równoznaczne z utratą niewinności. 

W wielu interpretacjach powraca też motyw rzeki jako symbol wędrówki ku centrum siebie. W mitologii jungowskiej rzeka to archetyp drogi inicjacyjnej. Kiedy statek płynie w głąb Konga, Marlow zanurza się coraz bardziej w ciemność – nie tylko fizyczną, ale metaforyczną. Każdy zakręt rzeki to krok bliżej do poznania tego, co „w człowieku najprawdziwsze i najbardziej przerażające”. 


 

niedziela, 22 września 2024

Mia Kankimäki "Kobiety, o których myślę nocą" (tłum. Iwona Kiuru)

Autorka nie pisze typowej biografii, czy monografii jednej kobiety, lecz zbiór portretów kobiet-bohaterek historycznych, które — w różnych epokach i kulturach — odważyły się żyć według nieprzewidzianego dla nich scenariusza. Te postaci stają się dla Kankimäki przewodniczkami, lustrem, czasami pocieszeniem, a często — bodźcem do działania. Kankimäki miesza gatunki: są tam elementy pamiętnika/autointerpretacji, wspomnień z podróży i oczywiście biografie.

W wieku około czterdziestu lat, bez partnera, bez dzieci, doświadczając poczucia stagnacji, autorka decyduje: sprzedaję mieszkanie, zwalniam się z pracy, wyruszam w podróż — zarówno geograficzną, jak i wewnętrzną. Jej celem nie jest egzotyka, lecz odnalezienie tropów kobiet-bohaterek, które odcisnęły swój ślad tam, gdzie konwenanse, patriarchat lub warunki społeczne zamykały perspektywy. Odwiedza:

  •  Tanzanię i Kenię, by śledzić losy Karen Blixen
  •  Japonię, by przyjrzeć się Yayoi Kusamie
  • Włochy (Florencja), by poszukiwać renesansowych malarek takich jak Sofonisba Anguissola, Lavinia Fontana czy Artemisia Gentileschi.

Ta geografio-historyczna różnorodność świadczy o ambicji książki: nie jest to lokalna opowieść o jednej kobiecie, lecz wielogłos, mozaika. Postaci wybierane przez Kankimäki to kobiety, które w pewnym sensie żyły poza dominującymi narracjami: albo dlatego, że były „nieodpowiednie”, albo że ich dokonania zostały zapomniane, albo nie chciały lub nie mogły zmieścić się w społecznych oczekiwaniach. Tak, jak Karen Blixen (pisarka i farmaceutka-baronessa), która znalazła się w Afryce. Jej życie było piękne, lecz także bolesne, pełne kompromisów, chorób, frustracji. Tak, jak Yayoi Kusama – artystka, której twórczość zakorzeniona jest w obsesjach, wizjach, doświadczeniu traumy i choroby psychicznej. Wybrała życie częściowo izolowane, ale nie zrezygnowała z ekspresji, z tworzenia. Tak jak kobiety renesansu – Sofonisba Anguissola, Lavinia Fontana, Artemisia Gentileschi – kobiety, które musiały mierzyć się z barierami płci w świecie, w którym malarstwo było domeną mężczyzn, a mimo to tworzyły, podróżowały, decydowały o sobie.

Autorka nie idealizuje: opisuje przeciwności – fizyczne, psychiczne, społeczne. Pokazuje, że odwaga często była mieszaniną pasji i bólu, że sukces niósł cenę, że zostawały rany – odrzucenie, samotność, choroba, konflikty z własnym otoczeniem. A jednocześnie – że ten koszt był akceptowany, czasem nieświadomie, bo miłość do sztuki, do podróży, do wolności była silniejsza.

Element podróży fizycznej – odwiedzanie miejsc związanych z bohaterkami – dodaje książce autentyczności, namacalności. Nie zostajemy na poziomie teorii, obrazów z książek: Kankimäki staje na ziemi, w domach, muzeach, galeriach, wśród ludzi, których dziedzictwo często jest zapomniane lub pomijane.

Niestety książka jest nierówna: fragmenty podróżnicze kontrastują z częściami eseistycznymi czy biograficznymi, które wchodzą w refleksję, gdzie narracja się rozdrabnia. Ponadto, choć Kankimäki z całego serca szuka wzorców i inspiracji, czasem można odnieść wrażenie, że jej poszukiwanie siebie przez cudze życie pozostaje niedokończone: niektóre postaci są ledwie zarysowane, inne zaś – wręcz odwrotnie – dominują narrację (postać Karen Blixen to prawie pół książki!). W efekcie momentami książka traci rytm.

Styl Kankimäki cechuje się subtelnością, delikatną poetyką w opisie przyrody, krajobrazów, detali materialnych — ale też bez upiększania faktów: chorób, ograniczeń, porażek. Narracja jest liryczna, ale osadzona w rzeczywistości; autorka potrafi przekazać zarówno majestat afrykańskiego krajobrazu, jak i ciężar galerii, światła, zapachu farb w pracowni malarskiej czy klaustrofobii, którą przynosi depresja. Nużą jednak czasem zbyt realistyczne opowieści autorki o jej problemach z żołądkiem w czasie podróży, czy przydługie refleksje na temat komunikacji z kierowcą dżipa.

Sięgnęłam po tę książkę ze względu na mocną inspirację - ciekawa owych kobiet i ich niezłomności, ale własne wynurzenia autorki niestety chwilami przyćmiewały sedno opowieści. Szkoda też, że o tych mniej znanych postaciach nie dowiedziałam się tyle, co o Karen Blixen - niestety niektóre historie został potraktowane pobieżnie.