niedziela, 24 marca 2024

Joanna Kuciel-Frydryszak "Służące do wszystkiego"

Jako wnuczka służącej byłam niezmiernie zainteresowana tą książką. O ile chłopi (a później także chłopki) odzyskują powoli, ale jednak, miejsce i godność, o tyle służba wydaje się wciąż jeszcze pozostawać haniebnym losem. Lektura tej książki w dużej mierze pozwala zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Książka bada losy kobiet zatrudnionych w charakterze służących — od początku XX wieku, przez okres międzywojnia, w czasie II wojny światowej, aż po powojenne przekształcenia społeczno-gospodarcze. Autorka rekonstruuje codzienne obowiązki, warunki mieszkalne, relacje z „państwem”, mechanizmy zależności klasowej oraz moralne i prawne ograniczenia, z którymi mierzyły się kobiety z najniższego szczebla hierarchii domowej służby. Książka nie jest jedynie suchym zbiorem faktów — łączy mikrohistorię (osobiste losy, świadectwa, listy, akta) z szerszym kontekstem społecznym i kulturowym.

Kuciel-Frydryszak stosuje mieszankę metod: korzysta z archiwaliów, prasy, notatek urzędowych oraz — co ważne dla lektury — osobistych opowieści zarówno służących, jak i ich pracodawczyń. Dzięki temu narracja zyskuje dwie perspektywy: „z dołu” i „z góry”. Autorka potrafi przeplatać analizę socjologiczną z żywymi epizodami, co sprawia, że tekst jest przystępny, a zarazem rzetelny metodologicznie.

Najcenniejszym osiągnięciem książki jest przywrócenie służącym godności: autorka pokazuje, że za stereotypowymi rolami kryją się całe życie, aspiracje, konflikty i strategie przetrwania. To przeciwwaga dla nostalgiczych, uproszczonych wyobrażeń o „wiernej gospodyni” stojącej bezimiennie w tle.

Niesłychaną zaletą jest wykorzystanie różnych archiwów i relacji, co pozwala ukazać zróżnicowanie doświadczeń — od „dobrych” stosunków z rodziną zatrudniającą, po sytuacje wyzysku i przemocy. Dzięki temu otrzymujemy bardzo zniuansowany obraz. 

Autorka potrafi przekuć jednostkowe biografie w komentarz do zmian społecznych: urbanizacji, modernizacji gospodarstw domowych, roli płci i klas. To czyni książkę wartościową zarówno dla miłośników opowieści, jak i dla czytelników zainteresowanych historią społeczną.

Ponieważ tekst balansuje między reportażem, esejem i analizą historyczną, bywa, że niektóre fragmenty dokumentacyjne są bardzo drobiazgowe, inne — literacko skrótowe. Autorka skupia się na polskim kontekście i znakomicie oddaje ludzką stronę służby domowej, mniej natomiast rozbudowuje dyskusję o instytucjach i politykach pracy domowej (np. regulacje prawne, polityka społeczna).

Empatyczny charakter książki oraz jej wkład w historię kobiet jest w mojej opinii nie do przecenienia. To lektura obowiązkowa dla osób zainteresowanych historią kobiet, historią codzienności, socjologią pracy, ale także dla wszystkich próbujących dociec, jak funkcjonowały relacje klasowe „od środka” — w najbardziej intymnej przestrzeni: domu. Książka przywraca głos zapomnianym kobietom i zmusza do refleksji nad niewidzialną pracą, hierarchiami i pamięcią społeczną.  


 

piątek, 8 marca 2024

Małgorzata Gołota "Spinalonga. Wyspa trędowatych"

Wstrząsający reportaż, który odsłania mroczne karty historii Grecji, koncentrując się na losach osób dotkniętych trądem i ich przymusowym osiedleniu na wyspie Spinalonga. Autorka, dziennikarka i reporterka, wnikliwie bada temat, sięgając po materiały archiwalne, relacje świadków oraz dokumenty medyczne, aby ukazać prawdziwe oblicze tego miejsca.

Spinalonga, niewielka wyspa położona u wybrzeży Krety, w latach 1903–1957 pełniła funkcję kolonii dla osób chorych na trąd. Mimo że trąd był już wówczas uznawany za chorobę uleczalną, władze Grecji zdecydowały się na izolację chorych, traktując ich jako zagrożenie dla zdrowia publicznego. Na wyspie osiedlono setki osób, które zostały odcięte od reszty społeczeństwa, pozbawione kontaktu z rodzinami i skazane na życie w izolacji.

Gołota nie poprzestaje na przedstawieniu historii Spinalongi, ale ukazuje mechanizmy wykluczenia społecznego, jakie dotknęły jej więźniów. Mimo postępu w medycynie i dostępności skutecznych leków, osoby te były traktowane z pogardą i odrzuceniem. Dlatego książka ta wykracza znacząco poza problem konkretnej choroby - stanowi głos w dyskusji o tolerancji, empatii i prawach człowieka.

Styl tego reportażu jest rzeczowy, ale przy tym pełen empatii. Autorka skupia się na faktach i relacjach osób, które przeżyły tragedię Spinalongi i te osobiste relacje czynią lekturę niesamowicie poruszającą.


 

 

środa, 6 marca 2024

Samuel P. Huntington "Zderzenie cywilizacji" (tłum. Hanna Jankowska)

Książka swego czasu (ukazała się pod koniec XX w.) bardzo wpływowa, ale też bardzo kontrowersyjna - dzisiaj chyba już tylko krytykowana i to nie tylko z perspektywy politologicznej. Huntington proponuje w niej tezę, że przyszłe konflikty międzynarodowe będą wynikały nie z różnic ideologicznych czy ekonomicznych, lecz z głębokich podziałów kulturowych i cywilizacyjnych. 

Zgodnie z tym założeniem Huntington dzieli świat na osiem głównych cywilizacji: zachodnią, islamską, hinduską, chińską, japońską, prawosławną, latynoamerykańską i afrykańską. Twierdzi, że od zakończenia zimnej wojny linie podziału nie przebiegają już między blokami ideologicznymi, lecz w obrębie kultur i religii. Centralnym punktem jego analizy jest przekonanie, że różnice cywilizacyjne stanowią główną przyczynę napięć i konfliktów na świecie.

Głowną osią krytyki tego podejścia jest etnocentryzm i liczne uproszczenia. Autor schematyzuje różnorodność kultur, traktując je jako monolityczne bloki cywilizacyjne. Ignoruje dynamiczne interakcje i wzajemne wpływy między kulturami, co prowadzi do fałszywego obrazu świata.

Ignoruje wewnętrzne różnice w obrębie poszczególnych cywilizacji. Na przykład, w obrębie cywilizacji zachodniej istnieją liczne podziały (np. między katolicką a protestancką Europą). Podobnie, w cywilizacji islamskiej istnieje duża różnorodność tradycji i interpretacji religijnych, co czyni ją bardziej złożoną niż przedstawia to Huntington.

Huntington niesłusznie też przewiduje, iż konflikty między cywilizacjami będą dominować w przyszłości. Jednak wiele z tych przewidywań nie sprawdziło się. Na przykład, stosunki między krajami zachodnimi a krajami islamskimi, takie jak współpraca z Arabią Saudyjską czy Turcją, nie pasują do schematu „zderzenia cywilizacji”.

Autor nie uwzględnia współczesnych trendów, takich jak globalizacja, migracje czy rozwój technologii, które prowadzą do większej integracji i współpracy między różnymi kulturami. Pomija też fakt, że współczesne społeczeństwa są coraz bardziej zróżnicowane i wielokulturowe, co stoi w sprzeczności z tezą o nieuchronnym zderzeniu cywilizacji.

Chociaż teza Huntingtona była wpływowa i wywołała szeroką dyskusję, jej uproszczenia i etnocentryzm sprawiły, że okazałą się nieadekwatna do opisu współczesnych stosunków międzynarodowych. Konflikty nie wynikają jedynie z różnic cywilizacyjnych, ale są wynikiem złożonych interakcji politycznych, ekonomicznych i społecznych.


 

sobota, 24 lutego 2024

Joanna Kuciel-Frydryszak "Chłopki. Opowieść o naszych babkach"

Wiejskie życie kobiet pierwszej połowy XX wieku - niby znane, ale chyba jednak nie bardzo... "Chłopki" są rodzajem zbiorowej biografii, mozaiką wspomnień, dokumentów i reporterskich rekonstrukcji, które kreują obraz codzienności życia wiejskich kobiet, ich ciężkiej pracy i ubóstwa, ale też niewiarygodnego humoru i wzajemnej pomocy. Centrum narracji zajmuje ich rytm dnia, ich strategie przetrwania, ich troski i upokorzenia.

Zdumiewający jest nakład pracy, jakiego musiała się podjąć autorka, aby zgromadzić materiał źródłowy dla tego opracowania. Rozmowy z potomkami, fragmenty prasy, statystyki i pamiętniki, które zachowują kontekst historyczny, a jednocześnie intymność opowieści. Nie jest to zbiór suchych faktów, lecz autentyczne głosy naszych babek — czasem rozbawione, częściej znużone, niekiedy zgorzkniałe, składające się na portret pokolenia. Eseistyczna konstrukcja książki odzwierciedla sposób, w jaki same „chłopki” opowiadały o swoim życiu: mnóstwo detali i dygresji, przy jednoczesnym braku jednego, głównego wątku.

Tematy poruszane w "Chłopkach" są trudne: ciężka, niekończąca się praca, brak opieki zdrowotnej, przemoc, migracje zarobkowe, wychowanie dzieci w warunkach niedostatku. Lektura to niewątpliwie wymagająca i przytłaczająca. Tekst prowokuje do refleksji nad tym, jaki wpływ miały takie doświadczenia na kolejne pokolenia — sposób myślenia, język emocji, przekazywane milczenia. Dla mnie konfrontacja z tą przeszłością byłą niezwykle bolesna.

Styl reportażu miesza się tutaj z literacką wrażliwością. Kuciel-Frydryszak potrafi pisać oszczędnie, lecz dba o rytm i obraz — dzięki temu nawet długie fragmenty dokumentacyjne czy statystyczne nie nużą. Zdarzają się jednak momenty, gdy obfitość materiału prowadzi do powtórzeń albo fragmentów mniej istotnych dla głównego wątku; tempo narracji bywa przez to nierówne. Ale mimo tego książka otwiera przestrzeń do rozmów międzypokoleniowych i rewizji rodzinnych mitów.

Rezonans społeczny "Chłopek" okazał się ogromny: tytuł zdobył szeroki oddźwięk, trafił do licznych dyskusji i sprzedał się w dużym nakładzie, stając się jednym z kulturowych fenomenów ostatnich lat. "Chłopki" stały się elementem szerszej rozmowy o kulturze pamięci, ale także feministycznej reinterpretacji przeszłości. 



czwartek, 22 lutego 2024

Steven Pinker "Piękny styl: [przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku]" (tłum. Agnieszka Nowak-Młynikowska)

Steven Pinker, profesor kognitywistyki i językoznawstwa, wcześniej znany mi choćby z książki "Jak działą umysł", podejmuje się w "Pięknym stylu" misji odświeżenia poradników stylu i języka. Chce pokazać, jakie reguły stylistyczne naprawdę pomagają w efektywnej komunikacji, a które są przesądami lub „świętymi krowami” tradycji pisarskiej. Stara się przy tym połączyć empiryczne badania z praktycznymi wskazówkami, a także odwołania do historii i rzeczywistego użycia języka. Jednym z kluczowych założeń książki jest promowanies stylu klasycznego jako celu pisarskiego. Pinker podkreśla, że taki styl symuluje rozmowę, angażuje czytelnika i prowadzi go w świat przedstawiony tekstu, przeciwdziała językowi urzędniczemu, akademickiemu, biurokratycznym bzdurom i korporacyjnemu „bełkotowi”. 

Jedna z centralnych koncepcji książki określona zostałą przez autora jako przekleństwo wiedzy. Wielu piszących ma trudność z przewidzeniem, jaki jest wyjściowy zakres wiedzy czytelnika. W konsekwencji nadużywają żargonu, skrótów, pojęć niejasnych dla odbiorcy. Pinker argumentuje, że jednym ze sposobów na uniknięcie tego błędu jest przemyślane redagowanie tekstu, testowanie go na odbiorcach podobnych do tych, dla których jest przeznaczony.

Pinker wprowadza metafory pomagające zrozumieć strukturę języka: "struna" — linia słów jak w mowie i zapisie, "drzewo" — struktura syntaktyczna (jak idą zdania, frazy), "sieć" — sieć znaczeń, asocjacji, implikacji, które tekst buduje w umyśle czytelnika.

Ponadto autor stara się odróżnić to, co jest tradycyjną regułą, często pozbawioną uzasadnienia, od tego, co realnie w języku działa — co poprawia komunikację, klarowność, lekkość. Unika zdecydowanie tonu moralizatorskiego. Książka zawiera liczne przykłady tekstów dobrych i złych, diagramy zdań, humorystyczne obserwacje, co w mojej opinii jest największym jej plusem.

Pinker świetnie łączy wymogi klarowności ze zrozumieniem dla czytelnika; dużo miejsca poświęca temu, by autor umiał „wejść w buty” odbiorcy. Nawet jeśli nie wszystkie informacje zawarte w książce uda się zapamiętać, to rozwija ona świadomość językową — np. co to znaczy, że coś jest trudne do zrozumienia, dlaczego pewne struktury są bardziej czytelne dla umysłu itp.

Niektóre rozdziały (np. ten o drzewie, strunie i sieci) wydają mi się jednak zbyt "techniczne", długaśne i męczące, szczególnie dla czytelnika, który szuka tylko prostych wskazówek pisarskich. Czasem więc Pinker sam robi coś, przed czym przestrzega — zbytnio komplikuje! Ponadto - choć stara się zachować naukowe podejście i bazować na praktycznym doświadczeniu, to od czasu do czasu dokonywany przez niego wybór przykładów „dobrego stylu” odzwierciedla dość konserwatywne, klasyczne gusta (np. literatury popularnonaukowej, eseju), mniej zaś eksperymentalną prozę, poezję, teksty kultury popularnej. To rodzi pytanie, czy proponowany styl klasyczny jest jedynym wartym uwagi.

Należy też wziąć pod uwagę, że wskazówki, które są idealne dla tekstów naukowych, eseistycznych czy popularnonaukowych, mogą się mniej nadawać do tekstów kreatywnych, reklamowych czy literackich, gdzie celem bywa zabawa językiem, przesunięcie granic, metafora, rytm — a czasem celowe łamanie reguł. Pinker to oczywiście dostrzega, ale tego typu wyjątki nie zostały omówione w książce. Dlatego wydaje mi się książka ta faktycznie posłużyć może jako poradnik dla osób piszących non-fiction, eseje, artykuły, teksty popularnonaukowe i akademickie. Wówczas faktycznie może pomóc poprawić klarowność, przekaz, uniknąć żargonu, lepiej organizować myśli. Pozwala interesująco zrozumieć "dlaczego" coś działa, a coś nie — nie tylko, co robić, ale co się dzieje w umyśle czytelnika.

Podsumowując, jest to jedna z najbardziej przekonujących i świeżo napisanych książek-poradników o stylu, jakie się ukazały w ostatnich dekadach. To nie jest poradnik „na skróty”, ale raczej dogłębne studium języka pisanego z perspektywy kognitywistyki, historii i praktyki pisania. Transparentność, empatia względem czytelnika oraz chęć obalenia niektórych mitów o poprawności językowej to jej główne zalety. Jeśli miałabym podsumować jednym zdaniem: kto naprawdę chce pisać lepiej — tak, by być zrozumianym, by przekazywać idee jasno, pięknie i z empatią — znajdzie w tej książce ogrom inspiracji i konkretnej wiedzy. Ale książka wymaga zaangażowania i refleksji; nie jest to lekka lektura „na plażę”.



wtorek, 6 lutego 2024

Naomi Klein "To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat" (tłum. Hanna Jankowska, Katarzyna Makaruk)

Książka (opublikowana w 2014 roku) stała się manifestem dla aktywistów, intelektualistów i liderów społecznych, którzy dostrzegają w zmianie klimatu nie tylko zagrożenie, ale i szansę na gruntowną przemianę społeczną. Klein nie tylko analizuje przyczyny katastrofy ekologicznej, ale także wskazuje na głębokie powiązania między neoliberalnym kapitalizmem a degradacją środowiska.

Autorka twierdzi, że zmiana klimatu nie jest przypadkowym efektem ubocznym działalności człowieka, ale konsekwencją dominującego modelu gospodarczego. Zgodnie z jej analizą, kapitalizm, z jego obsesją na punkcie nieustannego wzrostu, konsumpcji i eksploatacji zasobów naturalnych, jest głównym sprawcą kryzysu. Autorka zauważa, że zmiana klimatu nie jest tylko problemem technicznym, ale jest głęboko zakorzeniona w strukturach politycznych i ekonomicznych, które muszą zostać zreformowane, aby możliwe było skuteczne działanie na rzecz ochrony środowiska.

Klein krytykuje neoliberalne podejście do polityki klimatycznej, które polega na poszukiwaniach "rozwiązań rynkowych", takich jak handel emisjami czy inwestycje w zielone technologie, które często są wykorzystywane do utrzymania status quo. Autorka wskazuje, że takie podejście nie prowadzi do rzeczywistej zmiany, lecz pozwala korporacjom i rządom na kontynuowanie działań szkodliwych dla środowiska pod przykrywką działań proekologicznych. Jednocześnie podkreśla znaczenie społeczeństwa obywatelskiego i ruchów oddolnych w walce ze zmianą klimatu. Przykłady takich inicjatyw, jak protesty przeciwko wydobyciu ropy czy blokady infrastruktury energetycznej, pokazują, że to właśnie aktywizm społeczny może stanowić skuteczną odpowiedź na kryzys. Autorka zwraca uwagę na rolę młodzieży, ludów tubylczych i innych grup społecznych, które często są najbardziej dotknięte skutkami zmian klimatycznych, ale jednocześnie prowadzą najbardziej efektywne działania na rzecz ich przeciwdziałania.

Klein krytycznie odnosi się do propozycji technologicznych, które mają na celu "naprawienie" środowiska, takich jak geoinżynieria czy rozwój technologii CCS (wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla). Autorka uważa, że takie rozwiązania nie tylko są niepewne i kosztowne, ale także odwracają uwagę od konieczności fundamentalnej zmiany w sposobie produkcji i konsumpcji. Zamiast inwestować w niepewne technologie, Klein apeluje o inwestowanie w odnawialne źródła energii, transport publiczny i inne zrównoważone rozwiązania.

Mimo pesymistycznej analizy sytuacji, Klein oferuje wizję społeczeństwa, które potrafi stawić czoła kryzysowi klimatycznemu poprzez solidarność, sprawiedliwość społeczną i demokratyczne zaangażowanie. Zachęca do działania na poziomie lokalnym i globalnym, wskazując, że to właśnie oddolne inicjatywy mogą prowadzić do realnych zmian. 

Jest to książka, która zmusza do autentycznej refleksji nad naszymi wartościami, stylem życia i miejscem w świecie. Klein nie tylko analizuje przyczyny kryzysu klimatycznego, ale także wskazuje na konieczność głębokiej transformacji społecznej i ekonomicznej. 

 

wtorek, 9 stycznia 2024

Catherine Nixey "Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan" (tłum. Jakub Jedliński)

Kiedy w 2017 r. w Wielkiej Brytanii ukazała się ta książka, w świecie anglojęzycznym rozpętała się żywa debata. Catherine Nixey, dziennikarka z wykształceniem klasycznym, opisała proces chrystianizacji Imperium Rzymskiego jako akt kulturowej przemocy wobec dziedzictwa antycznego. Również w Polsce książka od razu przyciągnęła uwagę czytelników zainteresowanych zarówno historią, jak i kondycją pamięci kulturowej.

Recenzenci w prasie anglosaskiej – od "The Times" po blogi historyczne – chwalili żywy, błyskotliwy styl Nixey. „Bold and provocative”, pisały media, podkreślając, że autorka umiejętnie splata anegdoty, cytaty ze źródeł i opis dramatycznych scen: dewastacji świątyń, palenia zwojów, prześladowań pogańskich filozofów. Książka jest napisana tak, by czytelnik odczuł grozę tego, co mogło bezpowrotnie zniknąć. W tym sensie spełnia rolę „manifestu pamięci”: domaga się, byśmy spojrzeli w oczy kosztom triumfu chrześcijaństwa. 

Jednak w tym samym czasie specjaliści akademiccy – jak Averil Cameron czy Roger Pearse – zwracali uwagę, że obraz Nixey jest jednostronny. Historia późnej starożytności to nie tylko opowieść o zniszczeniu, lecz również o ciągłości, negocjacji i twórczej adaptacji. W dziełach takich jak "The Rise of Western Christendom" Petera Browna czy "The Mediterranean World in Late Antiquity" Cameron podkreśla się, że chrześcijaństwo przejmowało wiele elementów klasycznego dziedzictwa, a transformacja Imperium była procesem rozciągniętym na stulecia, zależnym od lokalnych kontekstów politycznych i społecznych. Nawet Ramsay MacMullen, który w "Christianizing the Roman Empire" nie unika tematów przemocy wobec pogańskich kultów, przedstawia je jako jeden z wielu czynników zmiany – nie jako totalny kataklizm.

Na tym tle "Ciemniejący wiek" jawi się jako książka polemiczna, o jasno zarysowanej tezie: chrześcijaństwo świadomie i brutalnie niszczyło świat klasyczny. Taka ostrość pozwala Nixey wydobyć z zapomnienia dramaty ludzi i dzieł – od Hypatii po świątynie Afrodyty – ale zarazem prowadzi do uproszczeń. Krytycy zauważają, że autorka nie zawsze uwzględnia motywacje polityczne czy ekonomiczne, które towarzyszyły „religijnym” aktom zniszczenia. Brakuje też pełnego obrazu tego, w jaki sposób chrześcijańscy mnisi i uczeni kopiowali i komentowali antyczne teksty, ratując je przed zanikiem.

Jednym z najczęściej podnoszonych zarzutów jest to, że Nixey często używa silnie nacechowanego języka — metafor wojny, dewastacji, motywów zemsty czy fanatyzmu — co według krytyków może utrudniać zachowanie historycznej równowagi. Recenzja w "The Gospel Coalition" podaje wprost, że książka buduje narrację dobrego vs złego, a chrześcijanini są przedstawieni często jako jednoznacznie negatywna siła. Krytycy wytykają, że niektóre wydarzenia są przedstawiane bez dostatecznego kontekstu — np. okoliczności prawne, społeczne, polityczne. Zdarza się, że Nixey nie uwzględnia możliwości, że pewne zniszczenia mogły mieć inne źródła, lub że społeczności pogańskie także miały działania, które były destruktywne. Roger Pearse pisze wprost, że kilka faktów w książce jest błędnie przedstawionych lub uproszczonych. 

Mary Beard, znana popularyzatorka historii starożytnej, w swoich esejach proponuje inny rodzaj krytyki pamięci: przypomina, że także „świat klasyczny” nie był idyllą, lecz kulturą pełną przemocy i nierówności. W tym kontekście książka Nixey może wydawać się zbyt nostalgiczna wobec antyku, jakby zakładała jego moralną wyższość nad chrześcijańskim średniowieczem.

Warto jednak podkreślić, że Nixey nie pisała podręcznika. "Ciemniejący wiek" to bardziej esej – zaproszenie do rozmowy o tym, jak narracje zwycięzców kształtują naszą wizję przeszłości. Jej praca ma tę zaletę, że skłania do sięgnięcia po dzieła bardziej wyważone: po Browna, Camerona, MacMullena. W zestawieniu z nimi staje się jasne, że destrukcja była realna, lecz współistniała z dialogiem kultur i procesem syntezy, który stworzył fundament średniowiecznej i późniejszej Europy.

Nie ulega wątpliwości, że "Ciemniejący wiek" to książka bardzo wartościowa jako punkt wyjścia do krytycznej refleksji nad tym, co zwykliśmy uważać za „naturalny” rozwój zachodniej cywilizacji pod wpływem chrześcijaństwa. Catherine Nixey udało się pobudzić debatę, wydobyć na światło przepisy, wydarzenia, które były często marginalizowane lub mitologizowane. 

Ostateczna ocena zależy więc od oczekiwań. Jeśli szukamy wciągającej, wyrazistej narracji o ciemnych stronach triumfu chrześcijaństwa – "Ciemniejący wiek" spełnia to znakomicie. Jeśli potrzebujemy analizy akademickiej, z pełnym aparatem źródeł i wieloperspektywicznym ujęciem, lepiej sięgnąć po Browna lub Camerona. Optymalnym rozwiązaniem jest lektura równoległa: Nixey jako głos ostrzegawczy przed „wybielaniem” historii, autorzy akademiccy – jako gwarancja niuansu i kontekstu. 

W sumie książkę Nixey można potraktować jako niezbędny ferment w dyskusji o późnej starożytności. Dzięki niej pytanie o to, ile utraciliśmy wraz z upadkiem kultury klasycznej, powraca do głównego nurtu debaty. A to już wartość sama w sobie.



niedziela, 7 stycznia 2024

Aleksandra Wojtaszek "Fjaka. Sezon na Chorwację"

 

Wiele osób zna Chorwację przez pryzmat letnich wakacji, zdjęć z plaż, jedzenia i morza; Aleksandra Wojtaszek pokazuje, że jest to tylko wycinek rzeczywistości, a sezon turystyczny to zaledwie fragment opowieści o życiu w tym kraju. Autorka tworzyła tę książkę przez dekadę — zbierając materiały, rozmowy, obserwacje i doświadczenia. Książka nie jest ani typowym przewodnikiem turystycznym, ani tym bardziej sielankową relacją z wakacji. Stanowi reportaż – bardzo prywatny, refleksyjny, często zaskakujący – o chorwackiej codzienności, historii i tożsamości.

Autorka wyrusza śladem „fjaki” – słowa pochodzenia dalmackiego, które opisuje stan ducha i ciała: pragnienie oderwania się od pośpiechu, potrzeba bycia bez obowiązku działania, patrzenia w morze, nicnierobienia. Jednak Wojtaszek pokazuje, że Chorwacja to coś więcej niż lenistwo nad Adriatykiem. To kraj naznaczony historią – wieloma warstwami, które wciąż odciskają piętno na życiu ludzi, jego strukturach społecznych, polityce i kulturze.

Autorka opisuje miejsca: wybrzeże, wyspy, niektóre miasta, takie jak Split, Dubrovnik, Vukovar, Zagrzeb, Osijek czy Pula; przygląda się mieszkańcom – weteranom wojennym, byłym robotnikom, ludziom żyjącym sezonem; rozmawia o sporcie (głównie klub Hajduk Split, silny symbol lokalny), o języku, religii, przeszłości i pamięci. Przez tę opowieść przewijają się trudne tematy: wojny na Bałkanach, zniszczenia po transformacji, emigracja młodych, nierówności ekonomiczne, wpływ turystyki na lokalne społeczności, komercjalizacja krajobrazu i miejsc, które były kiedyś mniej dotknięte masową turystyką.

Już ten pobieżny opis pokazuje, że książka nie jest beznamiętnym zbiorem reportaży czy suchych faktów – Wojtaszek pisze bardzo osobiście. To mieszanka pamiętnika, dziennika podróży i reportażu, nasyconego emocjami, wątpliwościami, krytycznymi obserwacjami. Wiele z nich ginie w natłoku oficjalnych narracji turystycznych.

Struktura książki pozwala czytelnikowi coraz głębiej zanurzyć się w kolejne warstwy Chorwacji – od tych najpłytszych (plaża, turystyka, wypoczynek, jedzenie), po te najgłębsze, znacznie bardziej mroczne i skryte (niełatwa historia, polityka, tożsamość, skutki przemian społecznych i ekonomicznych). Wojtaszek przeskakuje między tematami – czasem detale lokalne, czasem ogólnokrajowe – co sprawia, że obraz, jaki się wyłania, jest bardzo wielowymiarowy. Atmosferę tej opowieści świetnie podkręca język: naturalny, miejscami potoczny, żywy, niepozbawiony humoru, ale też momentami poważny. Sprawia to reportaż ten jest żywy i przystępny, ale nie trywialny.

Pomimo, że wojna, język, polityka postrzegane są często jako tematy kontrowersyjne, autorka potrafi je wplatać w opowieść tak, że czytelnik nie czuje się przytłoczony, lecz raczej skłonny do refleksji. Jednak rozproszenie tematów może chwilami wydawać się nużące i odnoszę wrażenie, że miejscami książka mogłaby być nieco bardziej uporządkowana. Przeskoki między tematami (historia, język, sport, opowieści ludzkie) mogą sprawiać, że momentami traci się wątek. Są też historie, które autorka przytacza, ale których rozwinięcie mogłoby być bogatsze; czasem chciałoby się dowiedzieć więcej kontrowersyjnych szczegółów, więcej perspektyw lokalnych mieszkańców, także tych mniej widocznych. 

Niemniej po lekturze książki w pełni zrozumiałe staje się nawiązanie dotytułowej fjaki, która jest metaforą sposobu życia. Z jednej strony odnosi się do wolniejszego rytmu, życia bardziej zgodnego z naturą, z potrzebami ciała i ducha, a drugiej – metaforą stagnacji, bezsilności wobec przeszłości, oczekiwania, że coś się zmieni, nadziei zmieszanej z frustracją. Taka dychotomia okazuje się bardzo poruszająca i może sprawić, że kolejne wakacje w Chorwacji okażą się nieco bardziej świadome.



 

piątek, 5 stycznia 2024

Salman Rushdie "Szatańskie wersety"



Niesamowite, że książka tak monumentalna, napisana z takim rozmachem narracyjnym, może zarazem zawierać w sobie taki ładunek poczucia humoru, a nawet kpiny, mnogość odniesień do popkultury, swobodnie łączyć trudne zagadnienia z groteską i wątki religijne z obyczajowymi.

Podobnie jak w wydanych wcześniej Dzieciach Północy, Rushdie sięga do historii i polityki, czerpie zarówno z klasyki literatury i indyjskiej popkultury. Napór przeplatających się wątków, wielopoziomowość fabuły, a także hałas i koloryt, zdają się łączyć Londyn i Bombaj w jeden egzotyczny organizm i na swój sposób oszałamiają czytelnika.

Wzorem Bułhakowa, który uczynił jednym z motorów napędowych Mistrza i Małgorzaty historię o spotkaniu Piłata z Jeszuą, Rushdie postanowił dokonać reinterpretacji wydarzeń związanych z objawieniami Mahometa leżącymi u podstaw islamu. Tytułowe szatańskie wersety stanowią tekst wykreślony z Koranu przez samego Mahometa. Zgodnie z tradycją prorok początkowo uznał boginie Al-Lat, Al-Manat i Al-Uzzę, lecz po pewnym czasie odwołał te wersety, uznając, że to sam szatan podstępnie doprowadził do ich zapisania. Historię Mahometa poznajemy oczami Gibrila Fariszty (pers. Archanioł Gabriel),który w snach przeobraża się w archanioła Gabriela i tworzy historię Islamu.

Gibril Fariszta i Saladyn Czamcza to zarazem główni bohaterowie powieści, których poznajemy zaraz na wstępie, tuż po katastrofie odrzutowca pasażerskiego, który stał się ofiarą zamachu terrorystycznego muzułmańskich radykalistów. Pierwszy z nich jest ubóstwianym indyjskim aktorem, a drugi (obdarzony niecodziennym darem naśladowania niemal wszystkich odgłosów) pracuje w stacji telewizyjnej w Wielkiej Brytanii.

Rushdie cały czas prowadzi grę z czytelnikiem, zmuszając go do zastanawiania się, czy ten jest świadkiem prawdziwych zdarzeń, czy też ogląda chorobliwy sen człowieka, któremu wydaje się, że jest aniołem.

Najciekawsza wydaje się jednak postać Saladyna - Hindusa, który postanowił zostać londyńczykiem. W tym wątku zawarte są najbardziej wzruszające sceny i bardzo ważne w kontekście całych Szatańskich wersetów rozważania na temat tożsamości narodowej, rasizmu i ksenofobii. W tej części historii ujawnia się także bezkompromisowość: życiorys Saladyna to wielkie świadectwo walki nowego ze starym – i to nie tak jednostronnej, jak może się z początku wydawać.

Jest to przepiękna książka: mądra i poruszająca, a przy tym niezwykle przyjemna w odbiorze.

 


 

wtorek, 2 stycznia 2024

Jacek Dukaj "Po piśmie"

 

Przecierałam oczy ze zdumienia. No przecież to nie może być Dukaj. Nie zniżyłby się do takich tanich chwytów...

Pisać można dla ludzi, albo dla swego ego: wybrać niełatwy temat i przybliżyć go czytelnikom w możliwie prosty sposób, albo znaleźć temat dowolny, a następnie przy pomocy wymyślnego języka i zawiłego stylu uczynić go możliwie nieprzystępnym.

Dukaj wybrał tę drugą opcję. Jego obserwacje i przemyślenia - czasem całkiem ciekawe, nawet intrygujące, w innych przypadkach dość banalne, a nawet wtórne - zostały przedstawione w sposób chaotyczny i nieprawdopodobnie dęty. A to prosta droga do tego, żeby stracić więź z czytelnikiem. Nawiązując do tytułowego eseju "Po piśmie" - to także dobry sposób, żeby czytelnika do pisma zniechęcić.

Razi także maniera przywoływania wielkich nazwisk (Wittgenstein, Bourdieu, Levi-Strauss i cała plejada innych) dla wsparcia myśli, które bronią się zwykłą logiką i wynikają z prostej gimnastyki intelektualnej. Być może manipulacja z przypisami miała przydać tekstowi mocy naukowej - ale w mojej opinii jest w tym coś nieeleganckiego. Tekst nadal pozostaje jedynie sympatyczną zabawą intelektualną, interesującym esejem, ale też niczym więcej - po cóż zatem chować wyniki swoich przemyśleń za spodniami filozofów? Może chodziło o jakieś niespełnione ambicje/pretensje naukowe?