czwartek, 6 czerwca 2024

Elif Şafak "Lustra miasta" (tłum. Anna Akbike Sulimowicz)


Pierwsza książka Safak, którą z niechęcią odkładam - męcząca i skrajnie różna od wszystkich innych, które czytałam i bardzo sobie cenię. Ale dla porządku: jest to powieść osadzona w Madrycie XVII wieku, która łączy elementy historyczne z filozoficznymi refleksjami na temat tożsamości, pamięci i relacji międzyludzkich. Książka skupia się na losach rodziny Pereirów, portugalskich Żydów, którzy osiedlili się w Hiszpanii po wypędzeniu Żydów z Portugalii. Głównym bohaterem jest Miguel, młodszy syn rodziny, który stara się odnaleźć swoje miejsce w świecie pełnym sprzeczności i napięć.

Powieść jest napisana w formie wielogłosowej, z perspektywy różnych postaci, co zapewne w zamierzeniu autorki miało pozwolić czytelnikowi na głębsze zrozumienie ich motywacji i przeżyć. Narracja przeplata się między przeszłością a teraźniejszością, tworząc mozaikę wspomnień, marzeń i refleksji. Obfitość detali, metafor i symboli nadaje książce głębię i wielowarstwowość. Ja się jednak w tym potwornie gubiłam.

Tematyka wydała mi się frapująca - kwestie tożsamości indywidualnej i zbiorowej rozpatrywane są z perspektywy rodziny Pereirów, zmagającej się z pytaniem, kim są i do jakiej społeczności należą, zwłaszcza w kontekście religijnym i kulturowym. Motyw lustra, obecny w tytule, symbolizuje poszukiwanie siebie i konfrontację z własnym odbiciem, zarówno dosłownym, jak i metaforycznym.

Innym ważnym tematem jest relacja między nauką a religią. Miguel, będąc lekarzem, stara się pogodzić swoje racjonalne podejście do świata z duchowymi poszukiwaniami swojej rodziny. Konflikt ten ukazuje napięcie między tradycją a nowoczesnością, wiarą a rozumem.

Niestety, język pełen poetyckich obrazów i głębokich refleksji, w połączeniu z tak wielowymiarową problematyką sprawia, że książka jest niezwykle wymagająca.



wtorek, 4 czerwca 2024

Mikołaj Grynberg "Jezus umarł w Polsce"

Niezwykle poruszający reportaż, który ukazuje dramat uchodźców na polsko-białoruskiej granicy oraz reakcję polskiego społeczeństwa na ten kryzys humanitarny. Książka składa się z dwudziestu rozmów z osobami, które na własnej skórze doświadczyły trudów pomocy uchodźcom lub były świadkami brutalnych działań służb granicznych.

Grynberg nie stawia się w roli eksperta, lecz dokumentalisty, który daje głos osobom na co dzień zmagającym się z kryzysem migracyjnym: wolontariuszom, lekarzom, mieszkańcom wschodnich terenów Polski oraz strażnikom granicznym. Ich historie ukazują złożoność sytuacji – od heroicznych aktów pomocy po moralne dylematy związane z wykonywaniem rozkazów.

Lektura tej książki wywołuje naprawdę silne emocje. Oczywiste są pytania o granice człowieczeństwa i solidarności. Opowieści o dzieciach zamarzających w lesie, ludziach umierających z wycieńczenia oraz o strachu przed represjami ze strony służb granicznych są wstrząsające i pozostają w pamięci na długo.

Ale dla mnie szokiem było także uświadomienie sobie, że ci, którzy niosą pomoc często bywają przedmiotem ataków ze strony przerażonych migrantów, którzy przekonani są, że mają do czynienia z oszustami, którzy zawiedli ich wcześniej, porzucili na pastwę losu, pomimo że mieli zapłacone za przerzut, albo zjawiają się za późno i nie czekali w umówionym miejscu. W efekcie to niosący pomoc odpowiadają za ludzi żyjący z przemytu uchodźców, albo nawet handlu ludźmi.

Książka otwiera oczy na wiele niuansów wiążących się z problemem kryzysu humanitarnego na wschodniej granicy Polski. A jednak spotkała się z różnymi reakcjami. Niektórzy zarzucają Grynbergowi jednostronność i brak głosu przedstawicieli służb granicznych, co może prowadzić do uproszczeń w ocenie sytuacji. Inni podkreślają, że autor nie stawia się w roli sędziego, lecz dokumentalisty, który stara się ukazać rzeczywistość oczami tych, którzy są bezpośrednio zaangażowani w pomoc lub jej brak.

Dla mnie jest to ważne świadectwo współczesnego kryzysu humanitarnego i apel o większą wrażliwość oraz odpowiedzialność za drugiego człowieka. A zarazem straszliwe oskarżenie państwa, które nie wypełnia należycie swojej roli.


 

środa, 29 maja 2024

Bernd Heinrich "Drzewa w moim lesie" (tłum. Michał Szczubiałka)


 Połączenie pamiętnika, eseju naukowego i medytacji nad naturą. To książka, która nie tylko podaje fakty, ale pozwala poczuć las. Bernd Heinrich, biolog, profesor i badacz przyrody znany z literatury popularnonaukowej, od wielu dekad zajmuje się obserwacją natury – zwłaszcza lasów, ptaków, owadów. Kiedy kupił działkę w Maine uczynił las swoim laboratorium: miejscem obserwacji, eksperymentu, życia blisko natury. "Drzewa w moim lesie" to zbiór esejów/leśnych refleksji, których punktem wyjścia są wieloletnie doświadczenia autora – zarówno naukowe, jak i osobiste — z jego własnym lasem. Celem tej opowieście jest nie tylko przekazywanie wiedzy botanicznej, ekologicznej, biologicznej, ale także pokazanie lasu jako wspólnoty żywych istot, związków między nimi i ich relacji z człowiekiem. 

Książka składa się z ponad dwudziestu krótkich esejów. Każdy koncentruje się na innym aspekcie życia drzew, lasu czy ekosystemu — od budowy i wzrostu, przez ewolucję, adaptacje, geometrię drzewa, życie płciowe, nasiona, grzyby, mrówki, grzyby, padlinę, drzewa umierające, ptaki, interakcje międzygatunkowe. Autor często zaczyna od własnych obserwacji – opisu konkretnego drzewa, momentu, zjawiska – i rozwija temat, sięgając do literatury naukowej, przytaczając przykłady, dane, eksperymenty. Z jednej strony mamy mikro-skale: siewki, procesy biochemiczne, geometrię, struktury drewna; z drugiej — makro: cały las, zmiany długoterminowe, ekonomię leśnictwa, zarządzanie lasem, wpływ człowieka.

Książka łączy wiele dziedzin nauki — matematyki, inżynierii, ekologii, zoologii, leśnictwa — aby pokazać, jak drzewo funkcjonuje we wszystkich warstwach: fizycznej, biochemicznej, ekologicznej.  Heinrich nie ogranicza się do pięknych obrazów lasu, ale bada także trudne, mniej widowiskowe aspekty: śmierć drzew, konkurencję, stres, adaptacje do warunków środowiskowych, wpływ przeszłości (np. dawnych pastwisk, pożarów) na obecny stan lasu. To daje poczucie całościowego zrozumienia, że las to dynamiczny organizm, nie statyczna dekoracja. 

Autor pisze z widoczną pasją i szacunkiem dla natury. Jego obserwacje nie są anonimowe – mamy świadomość, że sam jest częścią tego systemu, że to jego teren, że ma emocjonalny stosunek. To sprawia, że treść staje się bardziej przystępna, ludzka, niż czysto akademickie opracowanie, ale zarazem Heinrich łączy dane naukowe, badania, obserwacje terenowe — co daje wagę temu, co pisze. 

Nieco męczyły mnie momenty, w których Heinrich nadmiernie rozwodził się nad swoimi przeżyciami, natomiast detale biologiczne, biochemiczne czy fizjologiczne były pasjonujące, choć czytelnik bez pewnego przygotowania naukowego może tu z kolei odczuwać trudności. Nie wszystkie pojęcia są bowiem objaśniane w taki sposób, by były intuicyjne dla laików, choć autor stara się, by były przystępne. Wydaje się, że książka zyskałaby na większej liczbie ilustracji, które mogłyby pomóc w zobrazowaniu niektórych zagadnień (budowa drzewa, grzyby, niższe organizmy, relacje niewidoczne gołym okiem).

Człowiek często nie dostrzega, że las to coś więcej niż surowiec. Heinrich wskazuje na konieczność zmiany spojrzenia: las nie tylko zasobem do wycinania, ale środowiskiem pełnym życia, relacji, historii, a że ochrona różnorodności, respektowanie naturalnych procesów (np. śmierć, rozkład materii organicznej, interakcje międzygatunkowe) mają kluczowe znaczenie.

Autor podkreśla, że działania lokalne – nawet na niewielką skalę – mogą mieć znaczenie, jeśli są prowadzone świadomie. Heinrich sam, zarządzając swoim lasem, pokazuje, że można łączyć troskę o środowisko z praktycznym podejściem (np. selektywny wyrąb, sadzenie, ochrona gleby, wspieranie różnorodności). To przesłanie bliskie współczesnym wyzwaniom: zmiany klimatyczne, utrata siedlisk, monokultury leśne etc.



Joyce Carol Oates "Walet Pik" (tłum. Agnieszka Walulik)

Joyce Carol Oates, znana głównie jako twórczyni wybitnych dzieł obyczajowych, poruszających różnorodne rany amerykańskiej duszy i w tej roli od lat wymieniana jako jedna z kandydatek do literackiej nagrody Nobla, tym razem występuje w roli autorki kryminału. I trzeba jej przyznać, że literatury grozy to jej drugi żywioł! 

„Walet Pik” to przykład takiej „lżejszej” formy jej twórczości. Nieprzypadkowo w książce wielokrotnie pojawia się nazwisko Stephena Kinga – z nim porównuje się Rush (główny bohater), z nim próbuje korespondować, również Kinga o plagiat oskarża jedna z ważnych bohaterek, pani Haider.

Cały „Walet Pik” jest bardzo mocno „kingowski” w treści. Wątek przejmowania kontroli nad bohaterem przez jego mroczne wcielenie kojarzy się z „Lśnieniem”, z „Tajemnym ogrodem, tajemnym oknem” i wieloma innymi dziełami króla horroru, z kolei relacja Rusha i pani Haider jest czymś w rodzaju „Misery” à rebours. Są tu także liczne odniesienia do innych mistrzów grozy (w tym Poe) i smaczków takich można doszukiwać się bez końca.

Zresztą wyśmienity styl literacki i wspomniane aluzje — wykorzystanie motywów klasycznych, odniesienia do horroru, noir, jak również do literackiego establishmentu, daje bezcenną wielowarstwowość. Nie jest to zwykły thriller, lecz coś więcej — refleksja nad naturą pisania, granicą między fikcją a rzeczywistością.

Ale jednym z głównych tematów książki są pisarskie traumy – obawa przed odrzuceniem czytelniczym, udręki porównywania się z innymi twórcami, poczucie niepewności, co do własnej pozycji w literackim światku, lęki o utratę natchnienia, strach przed oskarżeniami o plagiat. Oates ubiera te traumy w lekką formę łatwo przyswajalnego thrillera. Pierwszoosobowa perspektywa pozwala ukryć przez wiele stron prawdziwy charakter głównego bohatera, jego autentyczne oblicze odsłaniane jest stopniowo i nieco między wierszami, swego rodzaju żartem literackim będzie też odkrycie, że w pewnym sensie czytamy obecnie powieści nie Oates a samego Waleta Pik. 

Jedyne czego w książce Oates brakuje to dobrego zwieńczenia – wydaje się finał jest nieco zbyt banalny i oczywisty, a książka urywa się zbyt gwałtownie.


 

poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Wojciech Chmielarz „Za granicą”

„Za granicą” łączy elementy powieści obyczajowej, thrillera psychologicznego i kryminału. Opowieść zaczyna się jak wakacyjna sielanka, a potem zaczyna się robić niepokojąco.

Rzecz dzieje się w Chorwacji, gdzie Daria i Marek spędzają z kilkuletnim synem tygodniowy urlop. Planowane odcięcie od pracy i obowiązków jakoś się jednak nie udaje: Marek otrzymuje intratną propozycję zawodową i znika w obowiązkach, a Daria poznaje Verę i Johana — Szwedów, którzy stają się partnerami w rozmowach, spacerach i źródłem coraz głębszej fascynacji. W końcu dochodzi do dramatycznych konsekwencji. 

Chmielarz świetnie wykorzystuje tło Chorwacji: żar lejący się z nieba, blask słońca, bezkres morza, kamieniste plaże, tłumnie odwiedzane, lecz jednocześnie zdystansowane, obce wybrzeże. Mieszanina odprężenia i podskórnego zagrożenia oraz balans między sielanką a niepokojem to mocny punkt powieści. Świetnie skonstruowana jest także psychologia Darii (pozostałe postaci są raczej jednowymiarowe). Kobieta „znudzona życiem”, z matczynymi lękami, grzęznąca w rutynie i poczuciu dojmującego braku czegoś niedookreślonego - zna to chyba każda młoda mama. Pragnienie przygody, potrzeba bycia zauważoną, konkurencja z młodością i beztroską — wszystko to składa się na wiarygodny portret.

Fabuła rozwija się bardzo niespiesznie, dzięki czemu napięcie budowane jest bardzo konsekwentnie, lecz stopniowo. To pozwala na zbudowanie kontrastu, który działa silniej, gdy akcja zaczyna się komplikować. Moment zwrotu — kiedy lato zamienia się w coś znacznie bardziej mrocznego — jest dobrze przygotowany. Dla niektórych osób może to być mankamentem: zbyt wolny, zbyt przeciągnięty początek opowieści,  liczne opisy, detale, codzienne sceny, rozmowy. Na pewno nie jest to kryminał w czystej postaci, brakuje tu także ekstremalnych zwrotów akcji od pierwszych stron, Chmielarz stawia raczej na psychologię i warstwę obyczajową. 

Zmysłowa i klimatyczna książka, która przekracza granice gatunkowe. 


 

sobota, 6 kwietnia 2024

Max Fisher "W trybach chaosu. Jak media społecznościowe przeprogramowały nasze umysły i nasz świat" (tłum. Mateusz Borowski)

Książka aspirująca do głębokiej analizy wpływu mediów społecznościowych na współczesne społeczeństwo. Autor opiera się na wieloletnich badaniach, wywiadach z byłymi pracownikami Doliny Krzemowej oraz studiach przypadków konkretnych wydarzeń, aby wykazać, jak algorytmy platform cyfrowych kształtują nasze postrzeganie rzeczywistości, prowadząc do polaryzacji, dezinformacji i eskalacji konfliktów.

Narrację otwiera przedstawienia mechanizmów działania algorytmów rekomendacyjnych, które zostały zaprojektowane z myślą o maksymalizacji zaangażowania użytkowników. Ich negatywne następstwa to np. nadmierna ekspozycja na negatywne treści, zwiększenie polaryzacji opinii oraz koncentracja wpływów w rękach najbardziej kontrowersyjnych użytkowników. Przykłady takie jak Gamergate czy wydarzenia w Mjanmie ilustrują, jak media społecznościowe mogą stać się narzędziem szerzenia nienawiści i przemocy.

Autor szczegółowo analizuje postawy liderów branży technologicznej (Mark Zuckerberg, Jack Dorsey), wskazując na ich odpowiedzialność za kształtowanie przestrzeni cyfrowej. Podkreśla, że początkowe idee stojące za tworzeniem mediów społecznościowych, takie jak promowanie wolności słowa czy integracja społeczna, zostały wypaczone przez chęć maksymalizacji zysków i zaangażowania użytkowników.

Książka nie ogranicza się jedynie do analizy technologicznej. Fisher bada również wpływ mediów społecznościowych na psychikę użytkowników, wskazując na wzrost poczucia zagrożenia, polaryzację poglądów oraz spadek zaufania do tradycyjnych autorytetów. Wywiady z byłymi pracownikami Doliny Krzemowej ujawniają, jak algorytmy zostały zaprojektowane z myślą o wykorzystywaniu ludzkich instynktów i emocji, prowadząc do uzależnienia od platform i utraty zdolności krytycznego myślenia.

„W trybach chaosu” to nie tylko analiza problemu, ale także apel o zmiany. Fisher wskazuje na konieczność wprowadzenia regulacji prawnych, które ograniczą negatywne skutki działania mediów społecznościowych. Podkreśla też rolę edukacji cyfrowej, która pozwoli użytkownikom lepiej zrozumieć mechanizmy działania platform i ich wpływ na życie społeczne.

niedziela, 24 marca 2024

Joanna Kuciel-Frydryszak "Służące do wszystkiego"

Jako wnuczka służącej byłam niezmiernie zainteresowana tą książką. O ile chłopi (a później także chłopki) odzyskują powoli, ale jednak, miejsce i godność, o tyle służba wydaje się wciąż jeszcze pozostawać haniebnym losem. Lektura tej książki w dużej mierze pozwala zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Książka bada losy kobiet zatrudnionych w charakterze służących — od początku XX wieku, przez okres międzywojnia, w czasie II wojny światowej, aż po powojenne przekształcenia społeczno-gospodarcze. Autorka rekonstruuje codzienne obowiązki, warunki mieszkalne, relacje z „państwem”, mechanizmy zależności klasowej oraz moralne i prawne ograniczenia, z którymi mierzyły się kobiety z najniższego szczebla hierarchii domowej służby. Książka nie jest jedynie suchym zbiorem faktów — łączy mikrohistorię (osobiste losy, świadectwa, listy, akta) z szerszym kontekstem społecznym i kulturowym.

Kuciel-Frydryszak stosuje mieszankę metod: korzysta z archiwaliów, prasy, notatek urzędowych oraz — co ważne dla lektury — osobistych opowieści zarówno służących, jak i ich pracodawczyń. Dzięki temu narracja zyskuje dwie perspektywy: „z dołu” i „z góry”. Autorka potrafi przeplatać analizę socjologiczną z żywymi epizodami, co sprawia, że tekst jest przystępny, a zarazem rzetelny metodologicznie.

Najcenniejszym osiągnięciem książki jest przywrócenie służącym godności: autorka pokazuje, że za stereotypowymi rolami kryją się całe życie, aspiracje, konflikty i strategie przetrwania. To przeciwwaga dla nostalgiczych, uproszczonych wyobrażeń o „wiernej gospodyni” stojącej bezimiennie w tle.

Niesłychaną zaletą jest wykorzystanie różnych archiwów i relacji, co pozwala ukazać zróżnicowanie doświadczeń — od „dobrych” stosunków z rodziną zatrudniającą, po sytuacje wyzysku i przemocy. Dzięki temu otrzymujemy bardzo zniuansowany obraz. 

Autorka potrafi przekuć jednostkowe biografie w komentarz do zmian społecznych: urbanizacji, modernizacji gospodarstw domowych, roli płci i klas. To czyni książkę wartościową zarówno dla miłośników opowieści, jak i dla czytelników zainteresowanych historią społeczną.

Ponieważ tekst balansuje między reportażem, esejem i analizą historyczną, bywa, że niektóre fragmenty dokumentacyjne są bardzo drobiazgowe, inne — literacko skrótowe. Autorka skupia się na polskim kontekście i znakomicie oddaje ludzką stronę służby domowej, mniej natomiast rozbudowuje dyskusję o instytucjach i politykach pracy domowej (np. regulacje prawne, polityka społeczna).

Empatyczny charakter książki oraz jej wkład w historię kobiet jest w mojej opinii nie do przecenienia. To lektura obowiązkowa dla osób zainteresowanych historią kobiet, historią codzienności, socjologią pracy, ale także dla wszystkich próbujących dociec, jak funkcjonowały relacje klasowe „od środka” — w najbardziej intymnej przestrzeni: domu. Książka przywraca głos zapomnianym kobietom i zmusza do refleksji nad niewidzialną pracą, hierarchiami i pamięcią społeczną.  


 

piątek, 8 marca 2024

Małgorzata Gołota "Spinalonga. Wyspa trędowatych"

Wstrząsający reportaż, który odsłania mroczne karty historii Grecji, koncentrując się na losach osób dotkniętych trądem i ich przymusowym osiedleniu na wyspie Spinalonga. Autorka, dziennikarka i reporterka, wnikliwie bada temat, sięgając po materiały archiwalne, relacje świadków oraz dokumenty medyczne, aby ukazać prawdziwe oblicze tego miejsca.

Spinalonga, niewielka wyspa położona u wybrzeży Krety, w latach 1903–1957 pełniła funkcję kolonii dla osób chorych na trąd. Mimo że trąd był już wówczas uznawany za chorobę uleczalną, władze Grecji zdecydowały się na izolację chorych, traktując ich jako zagrożenie dla zdrowia publicznego. Na wyspie osiedlono setki osób, które zostały odcięte od reszty społeczeństwa, pozbawione kontaktu z rodzinami i skazane na życie w izolacji.

Gołota nie poprzestaje na przedstawieniu historii Spinalongi, ale ukazuje mechanizmy wykluczenia społecznego, jakie dotknęły jej więźniów. Mimo postępu w medycynie i dostępności skutecznych leków, osoby te były traktowane z pogardą i odrzuceniem. Dlatego książka ta wykracza znacząco poza problem konkretnej choroby - stanowi głos w dyskusji o tolerancji, empatii i prawach człowieka.

Styl tego reportażu jest rzeczowy, ale przy tym pełen empatii. Autorka skupia się na faktach i relacjach osób, które przeżyły tragedię Spinalongi i te osobiste relacje czynią lekturę niesamowicie poruszającą.


 

 

środa, 6 marca 2024

Samuel P. Huntington "Zderzenie cywilizacji" (tłum. Hanna Jankowska)

Książka swego czasu (ukazała się pod koniec XX w.) bardzo wpływowa, ale też bardzo kontrowersyjna - dzisiaj chyba już tylko krytykowana i to nie tylko z perspektywy politologicznej. Huntington proponuje w niej tezę, że przyszłe konflikty międzynarodowe będą wynikały nie z różnic ideologicznych czy ekonomicznych, lecz z głębokich podziałów kulturowych i cywilizacyjnych. 

Zgodnie z tym założeniem Huntington dzieli świat na osiem głównych cywilizacji: zachodnią, islamską, hinduską, chińską, japońską, prawosławną, latynoamerykańską i afrykańską. Twierdzi, że od zakończenia zimnej wojny linie podziału nie przebiegają już między blokami ideologicznymi, lecz w obrębie kultur i religii. Centralnym punktem jego analizy jest przekonanie, że różnice cywilizacyjne stanowią główną przyczynę napięć i konfliktów na świecie.

Głowną osią krytyki tego podejścia jest etnocentryzm i liczne uproszczenia. Autor schematyzuje różnorodność kultur, traktując je jako monolityczne bloki cywilizacyjne. Ignoruje dynamiczne interakcje i wzajemne wpływy między kulturami, co prowadzi do fałszywego obrazu świata.

Ignoruje wewnętrzne różnice w obrębie poszczególnych cywilizacji. Na przykład, w obrębie cywilizacji zachodniej istnieją liczne podziały (np. między katolicką a protestancką Europą). Podobnie, w cywilizacji islamskiej istnieje duża różnorodność tradycji i interpretacji religijnych, co czyni ją bardziej złożoną niż przedstawia to Huntington.

Huntington niesłusznie też przewiduje, iż konflikty między cywilizacjami będą dominować w przyszłości. Jednak wiele z tych przewidywań nie sprawdziło się. Na przykład, stosunki między krajami zachodnimi a krajami islamskimi, takie jak współpraca z Arabią Saudyjską czy Turcją, nie pasują do schematu „zderzenia cywilizacji”.

Autor nie uwzględnia współczesnych trendów, takich jak globalizacja, migracje czy rozwój technologii, które prowadzą do większej integracji i współpracy między różnymi kulturami. Pomija też fakt, że współczesne społeczeństwa są coraz bardziej zróżnicowane i wielokulturowe, co stoi w sprzeczności z tezą o nieuchronnym zderzeniu cywilizacji.

Chociaż teza Huntingtona była wpływowa i wywołała szeroką dyskusję, jej uproszczenia i etnocentryzm sprawiły, że okazałą się nieadekwatna do opisu współczesnych stosunków międzynarodowych. Konflikty nie wynikają jedynie z różnic cywilizacyjnych, ale są wynikiem złożonych interakcji politycznych, ekonomicznych i społecznych.


 

sobota, 24 lutego 2024

Joanna Kuciel-Frydryszak "Chłopki. Opowieść o naszych babkach"

Wiejskie życie kobiet pierwszej połowy XX wieku - niby znane, ale chyba jednak nie bardzo... "Chłopki" są rodzajem zbiorowej biografii, mozaiką wspomnień, dokumentów i reporterskich rekonstrukcji, które kreują obraz codzienności życia wiejskich kobiet, ich ciężkiej pracy i ubóstwa, ale też niewiarygodnego humoru i wzajemnej pomocy. Centrum narracji zajmuje ich rytm dnia, ich strategie przetrwania, ich troski i upokorzenia.

Zdumiewający jest nakład pracy, jakiego musiała się podjąć autorka, aby zgromadzić materiał źródłowy dla tego opracowania. Rozmowy z potomkami, fragmenty prasy, statystyki i pamiętniki, które zachowują kontekst historyczny, a jednocześnie intymność opowieści. Nie jest to zbiór suchych faktów, lecz autentyczne głosy naszych babek — czasem rozbawione, częściej znużone, niekiedy zgorzkniałe, składające się na portret pokolenia. Eseistyczna konstrukcja książki odzwierciedla sposób, w jaki same „chłopki” opowiadały o swoim życiu: mnóstwo detali i dygresji, przy jednoczesnym braku jednego, głównego wątku.

Tematy poruszane w "Chłopkach" są trudne: ciężka, niekończąca się praca, brak opieki zdrowotnej, przemoc, migracje zarobkowe, wychowanie dzieci w warunkach niedostatku. Lektura to niewątpliwie wymagająca i przytłaczająca. Tekst prowokuje do refleksji nad tym, jaki wpływ miały takie doświadczenia na kolejne pokolenia — sposób myślenia, język emocji, przekazywane milczenia. Dla mnie konfrontacja z tą przeszłością byłą niezwykle bolesna.

Styl reportażu miesza się tutaj z literacką wrażliwością. Kuciel-Frydryszak potrafi pisać oszczędnie, lecz dba o rytm i obraz — dzięki temu nawet długie fragmenty dokumentacyjne czy statystyczne nie nużą. Zdarzają się jednak momenty, gdy obfitość materiału prowadzi do powtórzeń albo fragmentów mniej istotnych dla głównego wątku; tempo narracji bywa przez to nierówne. Ale mimo tego książka otwiera przestrzeń do rozmów międzypokoleniowych i rewizji rodzinnych mitów.

Rezonans społeczny "Chłopek" okazał się ogromny: tytuł zdobył szeroki oddźwięk, trafił do licznych dyskusji i sprzedał się w dużym nakładzie, stając się jednym z kulturowych fenomenów ostatnich lat. "Chłopki" stały się elementem szerszej rozmowy o kulturze pamięci, ale także feministycznej reinterpretacji przeszłości.